piątek, 4 listopada 2016

Czy można odmrozić zamrożonego człowieka?

Główny problem polega na tym, że woda w komórkach ciała ludzkiego zamarza w postaci kryształów. Kryształy uszkadzają komórki i struktury wewnątrz komórek. Komórki pękają. Nie ma jak na razie metody zapobiegającej wytrącaniu kryształów wody. Jeśli komórki popękały, to nasza medycyna nie umie naprawiać takich uszkodzeń.I jeszcze długo nie będzie umiała, niestety. Jeśli ktoś zamarzł, to nie umiemy go rozmrozić.

Za to mam optymistyczna wiadomość. Samo przebywanie w zimnie, jeśli się nie zamarznie, na przykład przebywanie w zimnej wodzie - zmniejsza zapotrzebowanie mózgu na tlen na tyle, że możliwe jest przywrócenie do życia, nawet po dość długim czasie. Dłuższym niż te słynne 3 minuty, w które koniecznie trzeba przywrócić krążenie osobie nieprzytomnej.

Tym optymistycznym akcentem zakończę, licząc na to, że ta wiedza nigdy się nie będzie potrzebna.


sobota, 3 września 2016

Co to jest hipochondria

Pewnie uzna mnie Pani za hipochondryczkę – tak zaczynał się list jednej z moich pacjentek. Szczegółów listu nie zdradzę. Ale chcę napisać słówko o hipochondrii.

Pacjentka chorowała na jedną z tych chorób, gdzie objawy są mało specyficzne, nie ma prostych badań umożliwiających ocenę nasilenia choroby. A pacjencji często są posądzani o wymyślanie sobie objawów. Jeśli nie przez lekarza, to przez ludzi z otoczenia, bo tak na oko wyglądają na zdrowych. Choroby nie widać, a bólu przecież też nie widać.

Co gorsza, zdarza się, że tak myśli o nas i nasz lekarz.

Co mamy zrobić w sytuacji, kiedy idziemy do lekarza, który po zbadaniu nas, wysłaniu na badania, przy kolejnej wizycie - nie bardzo ma pomysł co właściwie nam jest i zaczyna przebąkiwać o tym że może to nerwowe i że może skorzystalibyśmy z jakiejś formy psychoterapii, na zmniejszenie stresu… Domyślasz się Czytelniku, że jest to grzeczna forma powiedzenia pacjentowi, że sobie wymyśla chorobę. A nas naprawdę boli. Co mamy zrobić?

W takiej sytuacji, jeśli nadal nas boli i nadal potrzebujemy pomocy, są dwie możliwości tego, co się dzieje:
1. albo coś nam tak naprawdę jest a tylko medycyna tego nie umie tego jeszcze rozpoznać,
2. albo nic nam nie jest fizycznie, ale ból jest twardym faktem (i coś z nim trzeba zrobić!).

Ad 1. Pierwsza możliwość:
- Coś nam jest, tylko medycyna jeszcze tego nie umie badać. To jest możliwe i wcale nie takie rzadkie, mogę podać spektakularny przykład.
W czasie moich studiów wykryto zespół X, a raczej przyczyny zespołu X. Otóż jest to choroba drobnych naczyń wieńcowych. Choroba niedokrwienna, taka, jak te niedokrwienia, które powodują zatkanie naczyń w sercu, zawały i konieczność wszczepiania bypasów, jeśli dotyczą dużych naczyń. Tylko właśnie cały „urok” choroby „zespół X” polega na tym, że zwężenia są w drobnych naczyniach. Nie ma tego jak leczyć, bo tam, na drobnych naczyniach to się bypasu nie wszczepi. I dopóki nie rozwinęły się techniki obrazowe, takie jak USG, trójwymiarowe RTG czyli tomografia oraz rezonans – dopóty nie można było tego nawet zobaczyć na obrazku, bo drobnych naczyń nie było widać. Czyli wyglądało jakby pacjent sobie wymyślał objawy, bo przyczyny nie było widać.

Typowe badanie do oceny naczyń serca nazywa się koronorografia – to takie badanie RTG, gdzie pod kontrolą RTG wprowadzamy cewnik do tętnicy i dalej do serca, i podajemy kontrast do naczyń wieńcowych, żeby je uwidocznić. Robiono to już dawniej, ale rozdzielczość RTG była na tyle mała, że po prostu drobnych naczyń nie było widać. A skoro nie widać przyczyny, to pacjenci byli posądzani o wymyślanie sobie choroby. Byli też wysyłani do psychologa…

Całe szczęście, że lekarze zauważyli, że „wymyśla” sobie te objawy pewna określona grupa pacjentów (zwykle były to kobiety, z czynnikami sprzyjającymi miażdżycy, takimi jak otyłość, i wiek 50 i więcej). I skoro skarżyła się taka grupa specyficznych osób, a nie pełny przekrój społeczeństwa, to nazwano te niesprecyzowane dolegliwości zespołem X. X w nazwie był właśnie dlatego, że podejrzewano, że coś tam jednak jest na rzeczy, skoro określona grupa ludzi podaje takie objawy bólowe, że jest jakaś choroba, tylko nie bardzo wiadomo co. Bo jak choroby nie widać w badaniach, to jak niby leczyć? W ciemno?

Nie wiedziano początkowo o drobnych naczyniach, a w badaniach ta kobieta była zdrowa, tylko czasem ją serce bolało. Trochę pomagały leki rozszerzające naczynia, ale trochę pomagały również - uwaga, uwaga - jakiekolwiek leki (!). Nawet zwykła witamina C. (TAK!) Bo kobieta USIADŁA i odpoczęła, kiedy brała tą jakąkolwiek tabletkę, więc ból serca się zmniejszał, bo zmniejszało się zapotrzebowanie serca na krew. Bo USIADŁA. Ale z boku patrząc, to wyobraźcie sobie, że pacjentowi ból przechodzi po JAKIEKOLWIEK tabletce… Nawet witaminie. Przecież to typowy hipochondryk, prawda? Te kobiety, nim weszły lepsze techniki obrazowania, wysyłano do psychologa, z tłumaczeniem, że to nerwowe… Bo nic lepszego lekarz nie miał do zaproponowania.

Tak, że może być coś, co nam faktycznie dolega, tylko medycyna jeszcze tego dobrze rozpoznawać i leczyć nie umie. Medycyna to młoda nauka, ma raptem ze 200 lat (naprawdę, nasza zachodnia medycyna jest taka młoda, polecam książkę „Stulecie chirurgów”, mnie zamurowało podczas lektury, jak dowiedziałam się jak niedawno pojawiły się leki, które standardowo stosujemy współcześnie, wydaje się że „od zawsze”).

Jeśli jednak lekarze już nas obadali, nic nie znaleźli, a boli dalej – co wtedy?

Ad 2. Druga możliwość jest taka, że niestety ten lekarz, który z krzywym uśmiechem sugeruje nam wizytę u psychologa, ma rację i faktycznie nic nam fizycznie nie jest. I że ból, który odczuwamy faktycznie jest bólem bez fizycznej przyczyny. Złośliwi powiedzą: wymyślonym. Tylko proszę dobrze zrozumieć – jeśli pacjenta boli, to pacjenta boli. Ja nie dyskutuję z tym, że ból jest. Jak ból jest, to jest. Jak pacjent mówi, że go czuje, to ja mu wierzę. Chodzi mi o coś innego. Jeśli ból jest, a nie ma fizycznej przyczyny, to znaczy że istnieje INNA przyczyna, niż fizyczna.

Może faktycznie w ten sposób „załatwiamy” sobie coś psychologicznego – na przykład nie pozwalamy sobie odpocząć, i ciało domaga się w ten sposób.
Może nie umiemy rozładować stresu.
Może potrzebujemy więcej uwagi otoczenia, zainteresowania, albo po prostu pomocy w nawale obowiązków i ciało daje o tym znać.
Może jesteśmy przepracowani i za chwilę pojawi się choroba, a już zaczęło boleć.

Może psycholog wychwyci ten mechanizm, a może też nie. W końcu jest tylko człowiekiem i wie o nas tyle, ile sami mu powiemy. On ma tylko o tyle lepiej, że obserwuje nas z boku, a z boku czasem lepiej widać jakieś ewentualne nieumiejętności społeczne, lęki, bóle psychiczne, czy coś co można sobie poprawić. A czasem i psycholog też nie pomoże. Ale przynajmniej nauczymy się paru technik relaksacyjnych.

A jeśli za kilka czy kilkanaście lat okaże się, że jednak coś nam naprawdę fizycznie było?
No, to się okaże. A parę technik relaksacyjnych też się przyda, więc namawiam, żeby się przejść do tego psychologa, jeśli sugeruje nam to lekarz. A nóż u psychologa nauczymy się czegoś ważnego o sobie, czy odkryjemy co można poprawić, żeby bardziej umiejętnie żyć i być bardziej szczęśliwym.

Chcę bardzo wyraźnie podkreślić, że jeśli boli, to coś nam jest. Nawet jeśli w taki pokręcony sposób miałby manifestować się ból ducha. A co, duch to niby nie ważny? Tylko ciało może być chore? Psychika, szybkie tempo życia, stresy, wieczne bycie „on line” i wiecznie w pracy, śmieciowe, szybkie jedzenie – to niby nie ma znaczenia? Ból jest bardzo ważnym sygnałem! Jeśli boli, to coś jest zepsute. I należy się temu przyjrzeć. Wcale niekoniecznie łykać tabletkę. Ale przyjrzeć. Warto swojego ciała słuchać i się o nie troszczyć.

Z życzeniami zdrowia.

sobota, 21 maja 2016

Jak odróżnić stary i młody kwiat stokrotki

Młode stokrotki mają płaskie środeczki, a starsze kwiaty mają środki wypukłe i mechate.


Kiedy stokrotka kwitnie, żółty środeczek zaczyna rozwijać się od zewnątrz,. W żółtej części stopniowo kolejne drobne elementy się rozwijają, Proces posuwa się do środka kwiatka i żółty środek staje się coraz bardziej wypukły.


Na zdjęciu poniżej widać stokrotkę, której żółty środek jest płaski, a jego brzegi dopiero zaczęły się rozwijać i unosić.


Tutaj, na drugim zdjęciu widać baaardzo wypukłą, w pełni rozwiniętą stokrotkę.

Jeśli masz mimo wszystko problem z odróżnieniem - nie przejmuj się, zbieraj takie z ładnymi płatkami, a jeśli i z tym nie do końca sobie radzisz - nie przejmuj się, "dojrzała" stokrotka będzie troszkę włóknista, ale nie trująca. Spróbować warto.

Podobnie rozwijają się kwiaty rudbeki - też ich środek robi się coraz bardziej wypukły, a także jeżówki purpurowej (łac. Echinacea, tak, to ona, to ta Echinacea stosowana jako środek wzmacniający odporność, w aptekach można kupić tabletki lub sok. Ona jest bardzo ładnym ogrodowym kwiatkiem, można sobie samemu zebrać zioło.).

---
Może zainteresować Cię też: - Dzikie rośliny jadalne


środa, 11 maja 2016

Jedzmy stokrotki - czyli - dzikie kwiaty jadalne



Stokrotki są jadalne.

Jemy główki kwiatów, najlepiej młode, niedługo po rozwinięciu pąka. Stare, zaczynające przekwitać nie są trujące, ale będą mniej smaczne.

W smaku delikatne, niektórzy mówią, że wyczuwają delikatny posmak jakby rzodkiewki. Może odrobinkę, ale nie są ostre, są łagodne, dla mnie bardziej przypominają sałatę.

Można dekorować kanapki, dodać do sałatki, udekorować ciastko czy tort. Można też dodać do herbaty i zaparzyć. Na herbatę można ususzyć główki kwiatów i używać zimą.Ze względu na delikatny smak i blady kolor raczej będą dodatkiem, a nie głównym składnikiem. Ja pijam je jako dodatek do słabej herbaty. Aromat kwiatów jest wyraźnie wyczuwalny i przyjemny.


Uwagi co do miejsca zbioru:
Pamiętajmy aby zbierać je z dala od źródeł zanieczyszczeń, czyli z dala od szos i miejsc gdzie są opryski (uwaga na sady owocowe!). Polany leśne czy łąki są bardzo dobrym miejscem. Może nim być też własny trawnik, stokrotki lubią rosnąć w miejscach koszonych, bo są niskie i wtedy jest im łatwiej o słońce.

----
Może zainteresują Cię podobne wpisy:
KWIATACH JADALNYCH (kliknij tu) oraz
ROŚLINACH ALTERNATYWNYCH (kliknij tu)
HERBATKA Z DZIKIEGO KWIATKA (klik)



środa, 20 kwietnia 2016

BURACZKOWY POSTRACH czyli: Ojoj! Krew w moczu!



- Mam czerwone w kupie, chyba krew, co to może być?

Często moi znajomi zwracają się do mnie z tego typu problemami zdrowotnymi, żeby pokierować ich co mają dalej robić.
Kiedy słyszę o czerwonej barwie moczu albo kału, to od razu nasuwa mi się pytanie:

- A buraczków nie jadłeś?




Zdarza się usłyszeć odpowiedź: ale to było dwa dni temu! Mogą po takim czasie barwić kupę? 


Ano… mogą. Dwa dni to dość długo, ale może być taki przedział czasowy. Zwłaszcza jeśli ktoś ma dość wolny pasaż jelitowy (mówiąc prostym językiem: jeśli robi kupę rzadziej niż raz dziennie).
Siusiu barwi się nieco szybciej, po kilku, lub kilkunastu godzinach.


Bezpośrednią inspiracją do napisania odcinka dzisiejsza była barwa... mojego moczu. Czerwona. Przez głowę oczywiście przeleciały mi wszystkie najgorsze powikłania i choroby układu moczowego, z nowotworami włącznie. Na szczęście nim zdążyłam się na dobre przestraszyć, przypomniało mi się o co w takim momencie pytam własnych pacjentów. Przypomniałam sobie, że piłam parę godzin wcześniej sok z buraczków, świeżo wyciskany, dużą ilość. Czerwony kolor moczu uzyskany „na wyjściu” był całkiem konkretny. Uff, to tylko buraczki….



Drogi czytelniku! Jeśli nie jadłeś buraczków, ani innego jedzenia mogącego barwić mocz – udaj się do lekarza. Krew w moczu czy kale pojawia się z wyniku paru różnych chorób. Część leczy się prosto, i na ogół bez powikłań, ale część powoduje konieczność szybkiej diagnostyki i intensywnego leczenia.

Na szczęście u większości osób pytanie o buraczki powoduje szybkie uleczenie choroby. Jak u mnie samej dzisiaj. Warto pamiętać o buraczkach. Oszczędzi sobie człowiek nerwów.

---------
Podobne wpisy:
siku przed kinem
Kupa prawidłowa
Ojej! Połknąłem czopek!
i spis wszystkich "wydalniczych": TUTAJ

piątek, 25 marca 2016

Ale jaja! - pisanki barwione naturalnie (czerwona kapusta) - bez sztucznych barwników

Uwielbiam kolorowe jedzenie (i ubrania) z kolorkiem uzyskanym z barwników naturalnych. Nie wiem jak natura to robi, ale one wszystkie do siebie pasują. A jak się popatrzy na sztuczne, to kakafonia barw potrafi wyjść. Naturze zawsze dobrze wyjdzie, nawet przy bardzo odważnych połączeniach barw. A dziś będzie o... jajkach.



Wiecie, że kapusta jest jak papierek lakmusowy? Ta czerwona. Jej sok zmienia barwę pod wpływem kwaśnego. Ona, jak się ją ugotuje, to jest niebieska (tak, niebieska, intensywny kolor), a żeby z powrotem była czerwona należy ją skropić czymś kwaśnym, np sokiem z cytryny. Co dobrze jej robi na smak, jeśli chcemy zrobić surówkę, czy sałatkę z czerwonej kapusty (sama w sobie jest taka, ehem.. delikatna w smaku, co jest grzecznym określeniem na "bez wyrazu"). Trzeba ją sparzyć, albo krótko obgotować, bo surowa jest twarda, po sparzeniu mięknie. A skropienie cytryną przywraca jej czerwony kolor (no, fioletowy), i dlatego znamy ją z surówek raczej jako czerwoną (fioletową) niż niebieską.

Wywar z gotowania kapusty, taki śliczny, intensywnie fioletowy, można użyć do...  barwienia jajek.









Żółte jajo na zdjęciu jest barwione łuskami cebuli. Znaczy wywarem z łusek. Żółty uzyskamy na bardzo białych jajkach, krótko moczonych, parę sekund. Dłużej - będzie brąz. Sposób bardzo znany i łatwy, jeśli ktoś nie zna, a chciałaby poznać, proszę dać znać na mail.

A z kolorowej kapusty co zostanie z gotowania - można zrobić sałatkę :)


----
Więcej wpisów o atrakcyjnych naturalnych barwnikach w jedzeniu: zielone ciasto Leśny Mech, oraz warto spojrzeć na wpisy o kwiatach jadalnych: tutaj.

niedziela, 13 marca 2016

Czy antybiotyk może dać wysypkę?

Dostałam od Czytelniczki pytanie o to, czy po antybiotyku może wystąpić wysypka, bo od paru lat dostaje wysypki po kilku antybiotykach. I czy to można ustalić po którym.


(zdjęcie z Wikipedii: https://pl.wikipedia.org/wiki/Kapsu%C5%82ka#/media/File:Capsules1.JPG)


Moja odpowiedź:

Dzień dobry Pani.

Wysypka skórna jak najbardziej może wystąpić po antybiotyku. Nawet parę rodzajów wysypki. Zgaduję że najważniejsze pytanie brzmi, na ile to jest niebezpieczne dla Pani i jak tego unikać.

Nie da rady robić diagnostyki "przez telefon". (Ani przez mail). Musi Panią jakiś mądry lekarz obejrzeć.  Bardzo by pomogło, gdyby przypomniała sobie Pani, które antybiotyki Pani brała wtedy, gdy pojawiła się wysypka.

----
UWAGA: DROGI CZYTELNIKU! JEŚLI CZYTASZ TEN ODCINEK BLOGA, BO WŁAŚNIE CI COŚ WYSKOCZYŁO NA SKÓRZE PO ANTYBIOTYKU I SZUKASZ POMOCY I WIEDZY, TO:
- OBEJRZYJ SIĘ, CZY MASZ BĄBLE.
JEŚLI MASZ BĄBLE, JEŚLI WŁAŚNIE CI WYSKOCZYŁY PO LEKU, TO PRZERWIJ CZYTANIE I NATYCHMIAST UDAJ SIĘ DO SZPITALA,
albo LEKARZA, albo POGOTOWIA. Piszę to na poważnie. Wstawaj i leć. TERAZ.

Jeśli nie masz bąbli, możesz czytać dalej.
-----


Jest jedna grupa antybiotyków, dość popularnych, która lubi dać wysypkę. i to taką w sumie nie szkodliwą: ani bolesną, ani swędzącą. Jeśli pacjent nie obłazi ze skóry, to często zostawia się go z wysypką na tym samym antybiotyku, bo akurat ten antybiotyk jest jeszcze stosunkowo mało szkodliwy, a potem do wyboru to już zaczynają być takie, co to bardzo szkodzą.

Niestety to nie koniec możliwych wysypek. Część antybiotyków daje dużo cięższą wysypkę i powikłania skórne, które są groźne dla życia, gdzie trzeba natychmiast odstawiać lek - i teraz zaczyna Pani rozumieć, czemu tak ostrożnie wydzielam z siebie informacje czy ma Pani się bać, czy nie. Nie wiem ani jaki antybiotyk Pani brała, ani nie widzę wysypki, bo rozmawiamy przez internet, a nie twarzą w twarz, i nie chciałabym w tej sytuacji mówić, czy to jest groźne czy nie. Bo nie wiem. Nie widzę pacjenta.

Jeśli naprawdę Pani pytanie to jedynie kwestia czy antybiotyk daje zmiany na skórze - to odpowiedź brzmi - tak, może dać i to cały wachlarz, od banalnych aż do zabicia pacjenta (w wyniku złuszczenia skóry, jeśli wystąpi najcięższe powikłanie: toksyczna nekroza naskórka i zespół Lyella  - i teraz już wiadomo czemu napisałam pogrubioną czcionką tak dramatycznie - o bąblach. Tak, może się złuszczyć skóra. Bardzo rzadko występujące powikłanie, choć tyle dobrego, że rzadko.).

Te ciężkie powikłania zdarzają się baaaardzo rzadko, więc niech się Pani za bardzo nie martwi. Nie mogę o nich nie opowiedzieć, bo jednak czasem  się zdarzają, i samo określenie "wysypka" to trochę dla mnie mało. Wysypka wysypce nie równa. Niech Pani sobie przypomni nie tylko jak wyglądała, ale i proszę sobie też przypomnieć w których miejscach wysypka była najbardziej nasilona. Twarz i dłonie? (Czyli miejsca eksponowane na słońce) Zgięcia łokci i pod pachami? Na tułowiu? Lekarz prawdopodobnie o to Panią zapyta. Spyta Panią czy były bąble, czy swędziało, czy była płaska czy wystająca, czy bolała. Ile czasu trwała. Najprościej było jednak po prostu ją pokazać lekarzowi.

Jeszcze jedno rozwiązanie i to niezwykle proste. Pisze Pani: "Od kilku lat po wzięciu antybiotyku dostaję wysypki, która wygląda jak potówka (kilka różnych  grup antybiotyków)".  
Jedną z możliwości wystąpienia wysypki-potówki jest.... podrażnienie skóry bez antybiotyku, tylko pozornie z nim związane. Proszę zwrócić uwagę: jeśli ma Pani gorączkę, leży w łóżku, w pościeli, która zdążyła troszkę zwilgotnieć od Pani potu, i jeśli ma Pani ociupinkę niedopłukany proszek na pościeli czy piżamie może podrażnić. Normalnie, jak Pani jest zdrowa, to nie podrażnia. A jak Pani jest ciepła i spocona w gorączce, to już podrażnia. To lekarz też rozpozna, jeśli przyjdzie Pani do niego z wysypką i pokaże. Najgorzej będzie w miejscach najcieplejszych i najbardziej "wcieranych": gumki, zgięcia, pupa, plecy - jeśli w czasie choroby leży Pani głównie na plecach. Po lokalizacji wysypki można sporo wywnioskować.
Najprościej będzie pokazać się mądremu lekarzowi.

Chciałabym udzielić Pani prostej i wyczerpującej odpowiedzi, typu: tak, po antybiotyku X jest wysypka na małym palcu, a po antybiotyku Y jest na prawym kolanie. Albo, że robi się jakiś test i już wiadomo po którym antybiotyku coś się dzieje - ale po prostu rzeczywistość jest dużo bardziej złożona i na ogół testem jest podanie antybiotyku. Mimo, że bardzo chcę Pani pomóc, to po prostu nie mam jak. Bo odpowiedź nie jest prosta. Musi Panią poprowadzić jakiś żywy lekarz, na żywo, nie przez internet. Chciałabym pomóc bardziej, ale naprawdę to musi być kontakt twarzą w twarz. Lekarze z NFZ często nie mają czasu pogadać, bo NFZ daje 10 minut na wizytę, więc dobrze wybrać dobrego, mądrego lekarza do rozwiązywania zagadki wysypki. I niestety, to może być Pani indywidualne reakcja na lek, więc dobrze by było, by to Pani pamiętała po którym antybiotyku pojawia się wysypka u Pani. Antybiotyki generalnie lubią uszkadzać skórę.

--
Inne odcinki o ANTYBIOTYKACH: klinij.
Inne odcinki o ALERGII: kliknij
--
Jeśli opis spodobał, to proszę o polubienie i udostępnienia na FaceBooku itp - bo co z tego że mam fajną wiedzę na blogu, jeśli się tego nie rozpropaguje szerzej?  Nie prowadzę żadnej kampanii reklamowej i bardzo mi miło jeśli robią to dla mnie czytelnicy.