sobota, 21 maja 2016

Jak odróżnić stary i młody kwiat stokrotki

Młode stokrotki mają płaskie środeczki, a starsze kwiaty mają środki wypukłe i mechate.


Kiedy stokrotka kwitnie, żółty środeczek zaczyna rozwijać się od zewnątrz,. W żółtej części stopniowo kolejne drobne elementy się rozwijają, Proces posuwa się do środka kwiatka i żółty środek staje się coraz bardziej wypukły.


Na zdjęciu poniżej widać stokrotkę, której żółty środek jest płaski, a jego brzegi dopiero zaczęły się rozwijać i unosić.


Tutaj, na drugim zdjęciu widać baaardzo wypukłą, w pełni rozwiniętą stokrotkę.

Jeśli masz mimo wszystko problem z odróżnieniem - nie przejmuj się, zbieraj takie z ładnymi płatkami, a jeśli i z tym nie do końca sobie radzisz - nie przejmuj się, "dojrzała" stokrotka będzie troszkę włóknista, ale nie trująca. Spróbować warto.

Podobnie rozwijają się kwiaty rudbeki - też ich środek robi się coraz bardziej wypukły, a także jeżówki purpurowej (łac. Echinacea, tak, to ona, to ta Echinacea stosowana jako środek wzmacniający odporność, w aptekach można kupić tabletki lub sok. Ona jest bardzo ładnym ogrodowym kwiatkiem, można sobie samemu zebrać zioło.).

---
Może zainteresować Cię też: - Dzikie rośliny jadalne


środa, 11 maja 2016

Jedzmy stokrotki - czyli - dzikie kwiaty jadalne



Stokrotki są jadalne.

Jemy główki kwiatów, najlepiej młode, niedługo po rozwinięciu pąka. Stare, zaczynające przekwitać nie są trujące, ale będą mniej smaczne.

W smaku delikatne, niektórzy mówią, że wyczuwają delikatny posmak jakby rzodkiewki. Może odrobinkę, ale nie są ostre, są łagodne, dla mnie bardziej przypominają sałatę.

Można dekorować kanapki, dodać do sałatki, udekorować ciastko czy tort. Można też dodać do herbaty i zaparzyć. Na herbatę można ususzyć główki kwiatów i używać zimą.Ze względu na delikatny smak i blady kolor raczej będą dodatkiem, a nie głównym składnikiem. Ja pijam je jako dodatek do słabej herbaty. Aromat kwiatów jest wyraźnie wyczuwalny i przyjemny.


Uwagi co do miejsca zbioru:
Pamiętajmy aby zbierać je z dala od źródeł zanieczyszczeń, czyli z dala od szos i miejsc gdzie są opryski (uwaga na sady owocowe!). Polany leśne czy łąki są bardzo dobrym miejscem. Może nim być też własny trawnik, stokrotki lubią rosnąć w miejscach koszonych, bo są niskie i wtedy jest im łatwiej o słońce.

----
Może zainteresują Cię podobne wpisy:
KWIATACH JADALNYCH (kliknij tu) oraz
ROŚLINACH ALTERNATYWNYCH (kliknij tu)
HERBATKA Z DZIKIEGO KWIATKA (klik)



środa, 20 kwietnia 2016

BURACZKOWY POSTRACH czyli: Ojoj! Krew w moczu!



- Mam czerwone w kupie, chyba krew, co to może być?

Często moi znajomi zwracają się do mnie z tego typu problemami zdrowotnymi, żeby pokierować ich co mają dalej robić.
Kiedy słyszę o czerwonej barwie moczu albo kału, to od razu nasuwa mi się pytanie:

- A buraczków nie jadłeś?




Zdarza się usłyszeć odpowiedź: ale to było dwa dni temu! Mogą po takim czasie barwić kupę? 


Ano… mogą. Dwa dni to dość długo, ale może być taki przedział czasowy. Zwłaszcza jeśli ktoś ma dość wolny pasaż jelitowy (mówiąc prostym językiem: jeśli robi kupę rzadziej niż raz dziennie).
Siusiu barwi się nieco szybciej, po kilku, lub kilkunastu godzinach.


Bezpośrednią inspiracją do napisania odcinka dzisiejsza była barwa... mojego moczu. Czerwona. Przez głowę oczywiście przeleciały mi wszystkie najgorsze powikłania i choroby układu moczowego, z nowotworami włącznie. Na szczęście nim zdążyłam się na dobre przestraszyć, przypomniało mi się o co w takim momencie pytam własnych pacjentów. Przypomniałam sobie, że piłam parę godzin wcześniej sok z buraczków, świeżo wyciskany, dużą ilość. Czerwony kolor moczu uzyskany „na wyjściu” był całkiem konkretny. Uff, to tylko buraczki….



Drogi czytelniku! Jeśli nie jadłeś buraczków, ani innego jedzenia mogącego barwić mocz – udaj się do lekarza. Krew w moczu czy kale pojawia się z wyniku paru różnych chorób. Część leczy się prosto, i na ogół bez powikłań, ale część powoduje konieczność szybkiej diagnostyki i intensywnego leczenia.

Na szczęście u większości osób pytanie o buraczki powoduje szybkie uleczenie choroby. Jak u mnie samej dzisiaj. Warto pamiętać o buraczkach. Oszczędzi sobie człowiek nerwów.

---------
Podobne wpisy:
siku przed kinem
Kupa prawidłowa
Ojej! Połknąłem czopek!
i spis wszystkich "wydalniczych": TUTAJ

piątek, 25 marca 2016

Ale jaja! - pisanki barwione naturalnie (czerwona kapusta) - bez sztucznych barwników

Uwielbiam kolorowe jedzenie (i ubrania) z kolorkiem uzyskanym z barwników naturalnych. Nie wiem jak natura to robi, ale one wszystkie do siebie pasują. A jak się popatrzy na sztuczne, to kakafonia barw potrafi wyjść. Naturze zawsze dobrze wyjdzie, nawet przy bardzo odważnych połączeniach barw. A dziś będzie o... jajkach.



Wiecie, że kapusta jest jak papierek lakmusowy? Ta czerwona. Jej sok zmienia barwę pod wpływem kwaśnego. Ona, jak się ją ugotuje, to jest niebieska (tak, niebieska, intensywny kolor), a żeby z powrotem była czerwona należy ją skropić czymś kwaśnym, np sokiem z cytryny. Co dobrze jej robi na smak, jeśli chcemy zrobić surówkę, czy sałatkę z czerwonej kapusty (sama w sobie jest taka, ehem.. delikatna w smaku, co jest grzecznym określeniem na "bez wyrazu"). Trzeba ją sparzyć, albo krótko obgotować, bo surowa jest twarda, po sparzeniu mięknie. A skropienie cytryną przywraca jej czerwony kolor (no, fioletowy), i dlatego znamy ją z surówek raczej jako czerwoną (fioletową) niż niebieską.

Wywar z gotowania kapusty, taki śliczny, intensywnie fioletowy, można użyć do...  barwienia jajek.









Żółte jajo na zdjęciu jest barwione łuskami cebuli. Znaczy wywarem z łusek. Żółty uzyskamy na bardzo białych jajkach, krótko moczonych, parę sekund. Dłużej - będzie brąz. Sposób bardzo znany i łatwy, jeśli ktoś nie zna, a chciałaby poznać, proszę dać znać na mail.

A z kolorowej kapusty co zostanie z gotowania - można zrobić sałatkę :)


----
Więcej wpisów o atrakcyjnych naturalnych barwnikach w jedzeniu: zielone ciasto Leśny Mech, oraz warto spojrzeć na wpisy o kwiatach jadalnych: tutaj.

niedziela, 13 marca 2016

Czy antybiotyk może dać wysypkę?

Dostałam od Czytelniczki pytanie o to, czy po antybiotyku może wystąpić wysypka, bo od paru lat dostaje wysypki po kilku antybiotykach. I czy to można ustalić po którym.


(zdjęcie z Wikipedii: https://pl.wikipedia.org/wiki/Kapsu%C5%82ka#/media/File:Capsules1.JPG)


Moja odpowiedź:

Dzień dobry Pani.

Wysypka skórna jak najbardziej może wystąpić po antybiotyku. Nawet parę rodzajów wysypki. Zgaduję że najważniejsze pytanie brzmi, na ile to jest niebezpieczne dla Pani i jak tego unikać.

Nie da rady robić diagnostyki "przez telefon". (Ani przez mail). Musi Panią jakiś mądry lekarz obejrzeć.  Bardzo by pomogło, gdyby przypomniała sobie Pani, które antybiotyki Pani brała wtedy, gdy pojawiła się wysypka.

----
UWAGA: DROGI CZYTELNIKU! JEŚLI CZYTASZ TEN ODCINEK BLOGA, BO WŁAŚNIE CI COŚ WYSKOCZYŁO NA SKÓRZE PO ANTYBIOTYKU I SZUKASZ POMOCY I WIEDZY, TO:
- OBEJRZYJ SIĘ, CZY MASZ BĄBLE.
JEŚLI MASZ BĄBLE, JEŚLI WŁAŚNIE CI WYSKOCZYŁY PO LEKU, TO PRZERWIJ CZYTANIE I NATYCHMIAST UDAJ SIĘ DO SZPITALA,
albo LEKARZA, albo POGOTOWIA. Piszę to na poważnie. Wstawaj i leć. TERAZ.

Jeśli nie masz bąbli, możesz czytać dalej.
-----


Jest jedna grupa antybiotyków, dość popularnych, która lubi dać wysypkę. i to taką w sumie nie szkodliwą: ani bolesną, ani swędzącą. Jeśli pacjent nie obłazi ze skóry, to często zostawia się go z wysypką na tym samym antybiotyku, bo akurat ten antybiotyk jest jeszcze stosunkowo mało szkodliwy, a potem do wyboru to już zaczynają być takie, co to bardzo szkodzą.

Niestety to nie koniec możliwych wysypek. Część antybiotyków daje dużo cięższą wysypkę i powikłania skórne, które są groźne dla życia, gdzie trzeba natychmiast odstawiać lek - i teraz zaczyna Pani rozumieć, czemu tak ostrożnie wydzielam z siebie informacje czy ma Pani się bać, czy nie. Nie wiem ani jaki antybiotyk Pani brała, ani nie widzę wysypki, bo rozmawiamy przez internet, a nie twarzą w twarz, i nie chciałabym w tej sytuacji mówić, czy to jest groźne czy nie. Bo nie wiem. Nie widzę pacjenta.

Jeśli naprawdę Pani pytanie to jedynie kwestia czy antybiotyk daje zmiany na skórze - to odpowiedź brzmi - tak, może dać i to cały wachlarz, od banalnych aż do zabicia pacjenta (w wyniku złuszczenia skóry, jeśli wystąpi najcięższe powikłanie: toksyczna nekroza naskórka i zespół Lyella  - i teraz już wiadomo czemu napisałam pogrubioną czcionką tak dramatycznie - o bąblach. Tak, może się złuszczyć skóra. Bardzo rzadko występujące powikłanie, choć tyle dobrego, że rzadko.).

Te ciężkie powikłania zdarzają się baaaardzo rzadko, więc niech się Pani za bardzo nie martwi. Nie mogę o nich nie opowiedzieć, bo jednak czasem  się zdarzają, i samo określenie "wysypka" to trochę dla mnie mało. Wysypka wysypce nie równa. Niech Pani sobie przypomni nie tylko jak wyglądała, ale i proszę sobie też przypomnieć w których miejscach wysypka była najbardziej nasilona. Twarz i dłonie? (Czyli miejsca eksponowane na słońce) Zgięcia łokci i pod pachami? Na tułowiu? Lekarz prawdopodobnie o to Panią zapyta. Spyta Panią czy były bąble, czy swędziało, czy była płaska czy wystająca, czy bolała. Ile czasu trwała. Najprościej było jednak po prostu ją pokazać lekarzowi.

Jeszcze jedno rozwiązanie i to niezwykle proste. Pisze Pani: "Od kilku lat po wzięciu antybiotyku dostaję wysypki, która wygląda jak potówka (kilka różnych  grup antybiotyków)".  
Jedną z możliwości wystąpienia wysypki-potówki jest.... podrażnienie skóry bez antybiotyku, tylko pozornie z nim związane. Proszę zwrócić uwagę: jeśli ma Pani gorączkę, leży w łóżku, w pościeli, która zdążyła troszkę zwilgotnieć od Pani potu, i jeśli ma Pani ociupinkę niedopłukany proszek na pościeli czy piżamie może podrażnić. Normalnie, jak Pani jest zdrowa, to nie podrażnia. A jak Pani jest ciepła i spocona w gorączce, to już podrażnia. To lekarz też rozpozna, jeśli przyjdzie Pani do niego z wysypką i pokaże. Najgorzej będzie w miejscach najcieplejszych i najbardziej "wcieranych": gumki, zgięcia, pupa, plecy - jeśli w czasie choroby leży Pani głównie na plecach. Po lokalizacji wysypki można sporo wywnioskować.
Najprościej będzie pokazać się mądremu lekarzowi.

Chciałabym udzielić Pani prostej i wyczerpującej odpowiedzi, typu: tak, po antybiotyku X jest wysypka na małym palcu, a po antybiotyku Y jest na prawym kolanie. Albo, że robi się jakiś test i już wiadomo po którym antybiotyku coś się dzieje - ale po prostu rzeczywistość jest dużo bardziej złożona i na ogół testem jest podanie antybiotyku. Mimo, że bardzo chcę Pani pomóc, to po prostu nie mam jak. Bo odpowiedź nie jest prosta. Musi Panią poprowadzić jakiś żywy lekarz, na żywo, nie przez internet. Chciałabym pomóc bardziej, ale naprawdę to musi być kontakt twarzą w twarz. Lekarze z NFZ często nie mają czasu pogadać, bo NFZ daje 10 minut na wizytę, więc dobrze wybrać dobrego, mądrego lekarza do rozwiązywania zagadki wysypki. I niestety, to może być Pani indywidualne reakcja na lek, więc dobrze by było, by to Pani pamiętała po którym antybiotyku pojawia się wysypka u Pani. Antybiotyki generalnie lubią uszkadzać skórę.

--
Inne odcinki o ANTYBIOTYKACH: klinij.
Inne odcinki o ALERGII: kliknij
--
Jeśli opis spodobał, to proszę o polubienie i udostępnienia na FaceBooku itp - bo co z tego że mam fajną wiedzę na blogu, jeśli się tego nie rozpropaguje szerzej?  Nie prowadzę żadnej kampanii reklamowej i bardzo mi miło jeśli robią to dla mnie czytelnicy.

niedziela, 6 marca 2016

Która głodówka najlepsza?


Głodówka jest niefizjologiczna, bo daje efekt jojo. Będziemy tyć, w odpowiedzi na głodzenie.
Jestem przeciwnikiem głodówek.

Jedyny sens widzę w głodówce, jeśli mamy jakieś złogi, czy ognisko zapalne i chcemy to usunąć z organizmu. Ewentualnie jeśli potrzebujemy schudnąć szybko, ze względów zdrowotnych (chore nogi, albo zbliżająca się operacja). A jeśli chcemy ot tak, trochę schudnąć - zdecydowanie lepiej po prostu zmienić styl jedzenia - a nie od czasu do czasu szarpnąć się na duży głód, a potem jeść byle jak.

A teraz do rzeczy:

Głodówki sensowne

1. Głodówka warzywna Ewy Dąbrowskiej.
Najbardziej przemawia do mnie głodówka warzywna - zwana głodówką Ewy Dąbrowskiej.
Tam je się niskoskrobiowe i niskobiałkowe warzywa i niektóre owoce (niskocukrowe). Nie ma ziemniaków (bo skrobia, za sycące), nie ma fasolowych (bo białko), nie ma omasty, tłuszczy, pestek, mięsa, mleka, olejów, ani nic. Można sobie posolić. I można jeść kwaszone. Można soki, można surowe, gotowane, albo pieczone. Przy czym proszę się nie łudzić, że 10 warzyw na krzyż daje jakieś ciekawe posiłki. Po tygodniu już się trochę nudzi. Można jeść  ile się chce, przy czym tym się po prostu nie da najeść. Można ustrzelać tym ze 400,, może 600 kalorii dziennie, przy przeciętnym zapotrzebowaniu około 2,5 tys. na dobę. W praktyce oznacza to głodówkę, a nie dietę.

Sens takiej głodówki polega na tym, że warzywa dają witaminy, potrzebne do spalania tego, co nam się zjada z naszego ciała - a na pierwszy ogień idzie to, co niepotrzebne: tłuszcz, ale i złogi, blizny, zwyrodnienia, stare otorbione ogniska zapalne. W czasie diety te miejsca, co były kiedyś (lub teraz) chore - mogą boleć. Ale dlatego, że się oczyszczają.

Ta powyższa dieta wydaje mi się najbardziej logiczna.

2. Na samej wodzie
Wadą jest brak witamin, które przy spalaniu złogów wydają się przydatne. Ale od biedy mogłaby być, jest w miarę logiczna.


Głodówka mniej sensowna:

3. 1000 kalorii 
Taka wersja głodówki, czy lepiej powiedzieć - bardzo restrykcyjnej diety odchudzającej - to faktycznie daje efekt tego, że schudniemy. Dlatego, że jemy poniżej tego (około) 2,5 tysiąca dziennie, który normalnie potrzebujemy. Tylko będzie to bardziej męczące niż na pełnej głodówce, bo tam organizm przestawi się na spalanie siebie, a tutaj raz spala siebie, a raz posiłek.  Może być trudniej znieść. Wbrew pozorom. Ale to może być sensowna dieta, zwłaszcza, jak w ramach tych 1000 kalorii znajdą się sensowne składniki, w tym dużo warzyw.


Głodówki, które nie wydają mi się sensowne:

Głodówki niedoborowe - czyli takie wynalazki, gdzie jemy takie pożywienie, gdzie czegoś istotnego do życia brakuje  - i bez tego możliwe jest, że faktycznie chudniemy, bo nie dostarczamy kompletu składników potrzebnych do bieżącego funkcjonowania.
Przykładowe:
- na kaszy jaglanej - je się tylko kaszę - uchodzi za jakąś super-hiper, że odkwasza. Nie znam mechanizmu odkwaszania, i chętnie się dowiem więcej z jakiegoś porządnego źródła (jak wiesz w jakim mechanizmie to ma działać - napisz mi, proszę, w komentarzu, lub mailem). Ale jest to dieta  niedoborowa. Dzień czy parę dni nie zaszkodzi. Parę tygodni - tu już mój zdrowy rozsądek zaczyna protestować. Nie podoba mi się niedoborowy mechanizm głodówki.
- litery alfabetu (jemy tylko na daną literę) - i tym podobne wynalazki - czyli głodówki niedoborowe - nie dostarczamy kompletu potrzebnych składników, ale obfitość energii jest.

Tu jest jakiś bardzo chory i niebezpieczny mechanizm do chudnięcia: organizm dostaje obfitość kalorii, ale nie ma potrzebnych niektórych składników. Tak jakby robiło rowery i zabrakło pedałów. Nie będzie więcej rowerów niż mamy pedałów. Tak, można w tym mechanizmie schudnąć, ale uwaga: można sobie zrobić krzywdę, jeśli coś się będzie odkładało z jedzenia. Organizm, będzie usiłował znaleźć brakujące składniki w podawanych pokarmach, w których jest ich za mało - paradoksalnie można na tym jeszcze utyć, albo odłożyć sobie niekorzystne rzeczy w organizmie.


I jeszcze jedno na koniec:

Proszę unikać jak ognia specyfików o nieznanym składzie, jakiś cudownych tabletek na schudnięcie.
Do moich ulubionych, SPOTYKANYCH OBECNIE W HANDLU  należą takie z:
- narkotykiem. Faktycznie po tym się nie chce jeść, ale ma się zmiany w psychice. Oby przemijające, ale czasem trwałe....
- tasiemcem. Tak, dobrze widzicie. Afera o to była. Były w sprzedaży preparaty z żywymi główkami tasiemca, one (główki) są mikroskopijne. Po tym się faktycznie chudnie. Bądźcie pewni, co kupujecie. Nie  prościej po prostu ograniczyć jedzenie?

Proszę nie liczyć, że coś cudownego, jakaś tabletka, czy zioło, sprawi że nagle i bezboleśnie schudniemy. Ludzkie organizmy przez wiele tysięcy lat żyły w niedoborze jedzenia, przeżywali lepiej ci, którym smakowało jedzenie słodkie i tłuste, kaloryczne. Mamy, jako gatunek, tendencje do tycia. Żadna tabletka nie pomoże, żadna głodówka tego za nas nie załatwi (mogą trochę pomóc). Najlepszą metodą jest zmiana zwykłego jedzenia, tego na co dzień. Zmiana stylu życia. Nie polecam głodówek.

I tak dla porządku - przejściówki przed i po głodówce:
Przy głodówce, jeśli ktoś się zdecyduje, warto zrobić okres przejściowy w jedzeniu przed i po głodówce - żeby nie przechodzić drastycznie między sposobami żywienia. Łatwiej jest znieść samą głodówkę. Przez okres przejściowy rozumiem jedzenie głównie jarzyn, z wycofaniem najbardziej odżywczych produktów jak mięso i tłuszcze. Taki wstęp do diety. I pożegnanie po głodówce - nie można raptownie wrócić do zwykłego jedzenia, bo się choruje.

Podsumowując: nie polecam głodówek. Jeśli już, to proszę przemyśleć którą. Najlepiej, jeśli tylko  potrafisz, po prostu łagodnie zmodyfikować sobie styl jedzenia.

--
Inne wpisy dotyczące chudnięcia i nadwagi: KLIKNIJ

niedziela, 28 lutego 2016

Czy drożdże są zdrowe?



- Czy drożdże są zdrowe? - zapytała ostatnio, moja koleżanka.


- Tak, ale zabite. - odpowiedziałam. - One mają dużo witamin z grupy B, i są dobrym ich źródłem, ale jeśli zjesz żywe drożdże, to one mogą przeżyć w przewodzie pokarmowym. Wytrzymają trawienie. I jedzą z Twojego jedzenia. Zamiast Ty je jeść, to one objadają Ciebie. Ale jak zabijesz, to Ty je zjadasz. Wystarczy zalać wrzątkiem, albo upiec.

(I mamy świetny argument, żeby się najeść ciasta drożdżowego....)