niedziela, 27 grudnia 2015

Połknąłem ość, co robić?!



Co zrobić jak ktoś połknie ość, na przykład ze świątecznego karpia?


Nic. Nic nie robić. Chyba, że ość wbije się gdzieś w tył gardła, i ją czuć, i pacjent się krztusi, to warto zjeść kęs chleba. To pomaga ość przepchnąć. Natomiast bardzo często ludzie się boją, że taka ość przebije coś dalej w jelicie. Otóż zwykle nie potrzeba się bać, ponieważ mamy bardzo sprytny mechanizm zabezpieczający nas przed przebiciem, zaraz o nim opowiem. Zwykle jest skuteczny i większość ości przechodzi bezpiecznie przez przełyk, i albo jest trawiona w żołądku, albo nadtrawiana w żołądku tak, że łagodzą jej się ostre końce i przechodzi dalej bezpiecznie do końca przewodu pokarmowego.

Mechanizm zabezpieczający przed przebiciem, polega na tym, że mamy taką sprytną dodatkową warstewkę mięśnia tuż pod śluzówką przewodu pokarmowego. Nie chodzi mi o warstwy mięśni w ścianie jelita, które są grube, silne i odpowiadają za ruchy robaczkowe i przesuwanie treści pokarmowej w jelitach. Chodzi o taką dodatkową cieniutką warstwę mięśnia tuż pod śluzówką, która zaciska się wokół ostrego końca ości, kości czy szpilki, i nie pozwala się wbić głębiej, a jedynie odrobinkę. Taka ość wtedy ma przytrzymany koniec i odwraca się drugim końcem. Jeśli drugi koniec jest tępy to tym tępym końcem przechodzi dalej. Jeśli drugi koniec jest ostry, to ość wędruje skokami, odwracając się, póki nie zostanie dość nadtrawiona by się stępić i nie wbijać.
Mechanizm jest zaskakująco skuteczny. Nie jest skuteczny na 100 procent, jak coś jest bardzo ostre to można mieć pecha, ale zwykle działa.

Dlatego proszę się nie dziwić, jeśli na pogotowiu po połknięciu jedynie prześwietlą i pomacają brzuch i wcale nie będą się śpieszyć z jakimkolwiek krojeniem pacjenta, czy wpychaniem mu rury endoskopu w któryś otwór. To zwykle nie jest potrzebne. Nawet dla tak ostrych rzeczy, jak metalowa szpilka czy igła. One mogą przejść przez jelito i wyjść drugim końcem bez szkody dla pacjenta. Metalowy przedmiot ładnie widać na zdjęciach RTG, więc można zobaczyć jak szpilka jest jest ustawiona, czy tępym końcem, i czy przechodzi dalej. Może się obyć bez krojenia.

Oczywiście nasz mechanizm obronny nie jest stuprocentowo skuteczny, oraz mój wpis nie zastępuje porady lekarskiej.  Jak boli brzuch, to należy się udać do lekarza, albo wezwać pogotowie, zwłaszcza jakby było gwałtownie. Napisałam odcinek głównie po to byśmy spokojnie zjedli świątecznego karpia, i by nikt się nie trząsł ze strachu, jeśli mu połknięta ość drapnęła gardło, że ta ość zrobi krzywdę. Mała, miękka ość krzywdy nie zrobi. Mamy sprytne mechanizmy obronne. Smacznego.

SŁOWA KLUCZOWE: ość, połknięcie ości, połknięcie szpilki, połknięcie igły, czy ość przebije mi przełyk?, metoda na ości, ostre przedmioty, śluzówka jelita, mięśnie jelita, warstwy mięśniowe jelita, mechanizmy obronne, jelito, przebicie jelita, przebicie przełyku, ość w gardle.

poniedziałek, 21 grudnia 2015

(Nie) odchudzać w Święta.


Jak skutecznie schudnąć?
Jak myślisz, drogi Czytelniku, która z dwóch poniższych wersji odchudzania zapewni Ci milsze cyferki na wadze:


1.       Odchudzanie w święta
Czyli 5 dni odchudzania w roku, a 360 dni jedzenia według złych nawyków żywieniowych.

czy


2.       Odchudzanie przez 350 dni w roku, codzienne, a najedzenia się do wypęku przez 15 dni świąt
 (na Boże Narodzenie, Wielkanoc, urodziny swoje i najbliższych, i kilka uroczystych okazji)


Rachunek jest prosty, prawda? Święta od tego są świętami, żeby sobie pofolgować, uczcić, i zjeść coś smacznego, a niekoniecznie zdrowego - tak „od święta”. Ale nie na co dzień, tylko właśnie rzadko.
Krótki wpis? Krótki, bo to jest proste.  Każdy dopisany akapit tylko mi ten przekaz rozwadniał. Chciałam wspomnieć o skurczonym żołądku, oraz o psychicznym aspekcie czekania na święta i świętowania i jak to pomaga wytrwać w diecie na co dzień. Przeczytałam, i zdecydowałam zostawić goły prosty rachunek. I namawiam do uczczenia świąt. To nie odmawianiem sobie przez 5 dni w roku uzyskuje się szczupły tyłek. Zjedzmy w spokoju.

Życzę smacznych świąt.
I idę robić moje ukochane kruche ciasteczka, jadane raz do roku, z choinki.



W następnym odcinku - o ościach z karpia i o tym jaki mamy sprytny mechanizm w brzuszku żeby się nic nie przedziurawiło. Mamy. I jest bardzo sprytny.

Więcej wpisów o odchudzaniu na tym blogu: kliknij tutaj.




niedziela, 20 grudnia 2015

Czemu przy jedzeniu czegoś ciepłego mamy katar? (seria: Katar)

Zwróciliście uwagę, że kiedy zaczynacie jeść ciepły posiłek, to dostajemy kataru? Zwłaszcza gdy jest zimno?

Mechanizm zjawiska jest bardzo prosty, niemal czysto fizyczny. Naczynia krwionośne, które idą do nosa, przechodzą w okolicy podniebienia. Kiedy jemy coś ciepłego, nagrzewamy podniebienie i naczynia się rozszerzają. Do nosa napływa więcej krwi. Katar to nic innego jak przesącz z naczyń krwionośnych, i skoro napłynęło więcej krwi to i więcej wodnistej wydzieliny powstało w nosie. Stąd katar przy jedzeniu ciepłego. Przez chwilę. Potem jak już się równomiernie wszystko nagrzeje, to przestaje się „siąkać” nosem.

Proste? Proste.

Jeżeli przychodzimy z zimnego „zewnątrz”, siadamy do rozgrzewającej zupy, i zaczyna nam lać się z nosa – to to nie jest żadna grypa, ani początki przeziębienia. Tylko prosta, malutka, i jak najbardziej prawidłowa, fizjologiczna  reakcja. Proszę się tego małego kataru przy ciepłym jedzeniu nie bać. To tylko naczynia krwionośne prowadzące do nosa się rozszerzają.


Zjawisko występuje zwłaszcza jeśli mamy sporą różnicę temperatur między jedzeniem, a ciałem. Dlatego szczególnie ładnie je widać, jeśli jesteśmy zmarznięci. Ale może też wystąpić jeśli siedzimy w ogrzewanym pomieszczeniu i jest nam ciepło, a po prostu zaczynamy jeść coś, co jest mocno  gorące.  

SŁOWA KLUCZOWE: katar, katar przy jedzeniu, katar przy ciepłym posiłku, katar fizjologiczny, czy katar może być zdrowy, przy posiłku leci z nosa, czy każdy katar jest zły.

Metoda na katar i bolące zatoki. (Cykl: katar)

- Czy można oklepać zatoki?

Takie pytanie zadała mi koleżanka, gdy dostała kataru z bólem zatok. Zatoki miała chore już nie pierwszy raz. A świeżo była po przeczytaniu mojego "Oklepywania" oskrzeli, i wiedziała, że oklepywać trzeba.

- Bo przecież trzeba jakoś ewakuować wydzielinę z zatok, prawda? Żeby się szybciej leczyło, prawda? - zapytała.

Uśmiechnęłam się. Nie da się? Zatok się nie da oklepać? Jak to się nie da? Ja nie wymyślę jak pacjent ma sobie oklepać zatoki? Ja wszystko wymyślę! Może faktycznie nie klepać, ale na ewakuację wydzieliny z zatok to wymyśliłam sposób:
- Powiem Ci, jak oklepać zatoki: Bierzesz ręcznik, gorącą wodę do miski, nakrywasz się ręcznikiem nad tą miską i robisz sobie parówkę.


Chodzi o to by sobie pooddychać ciepłym i baaardzo wilgotnym powietrzem. Żeby doleciało do zatok. Żeby wilgotne powietrze rozluźniło wydzielinę, a ona wtedy łatwiej się odklei i wyjdzie. I o to chodzi przecież.
Koleżanka, jako doświadczona w boju z zatokami, coś tam już wiedziała i zaprotestowała:

- Ale ja sobie psikałam nos! Płukałam nos, i psiukałam coś tam, co to można do nosa.
- Ale jak psikasz do nosa, to nie doleci do zatok. A parówka doleci.
- Fakt. To jest argument. Zaraz sobie zrobię.


Życzę zdrowia, i żeby parówki nie były potrzebne.

Odcinek o oklepywaniu oskrzeli - kliknij tutaj: "Oklepywanie"


----------------
SŁOWA KLUCZOWE: oklepywanie, ból zatok, zapalenie zatok, katar, wydzielina z nosa, zatoki, chore zatoki, oklepać zatoki, parówka, inhalacje, jak wyleczyć katar, jak wyleczyć zatoki. coś na ból zatok.

niedziela, 6 grudnia 2015

Myć czy nie myć? Oto jest pytanie. Czyli: o salmonelli i jajkach.

Myć jajka czy nie myć? – czyli o co chodzi z tą salmonellą.

Wszyscy dzielnie myją ręce, przed jedzeniem, żeby nie zakazić się brudną bakterią. Myją sztućce i talerze. Myją marchewkę i pomidorka, przed robieniem surówki, żeby czyste było. To czemu ja tu (tak z pozoru) głupio pytam, czy trzeba myć jajka?

Ponieważ nie należy przechowywać mytych jajek. Należy przechowywać nie myte. Nie powinny też być wilgotne jak mamy je przechowywać. Mają być suche.

Czemu mają być suche?

Żeby zanieczyszczenia bakteryjne nie przeszły do środka. Bakterie mają zdolność ruchu, może nie mają nóżek, ale mogą się poruszać (mają rzęski, mogę pełzać), zwłaszcza po wilgotnym. Po suchym nie bardzo. Po wilgotnym – bez problemu się przemieszczą. A skorupka jajka jest porowata i przez pory bakteria wniknie do środka (bakteria salmonelli, albo czegoś innego). A w jajku to już ma co jeść i się rozmnoży. Wiecie którędy kura wypuszcza z siebie jajko? Którym otworem znosi jajko? U kury jest inaczej niż u ludzi. I jajka na wierzchu mają bakterie.

Czy wiecie, że skorupka jajka przepuszcza wodę? Ona jest porowata, trochę jak kreda do tablicy. Przez skorupkę przechodzi woda, trochę. Nie tak od razu, jak przez sitko, że się leje, ale przechodzi przez mikro‑pory. To jest trochę jak surowa glina, ona też przepuszcza. Wyobraźcie sobie naczynie – dzbanek, czy kubek, z niepolewanej gliny. Tej takiej szorstkiej. Wypalanej, ale nie szkliwionej. Czasem można spotkać takie nie szkliwione wyroby na targach. Kiedyś bardzo popularne były takie dzbanki „siwuchy”, z ciemnej, nie szkliwionej gliny. One było do suchych bukietów. Można było nalać w „siwucha” wody na chwilę – to nie przeciekało tak od razu. Ale przez mikro-pory w glinie woda przesączała się pod dzbanek, i nie nadawały się one do świeżych kwiatów, czy o przechowywania mleka, czy piwa, czy wody. Zwłaszcza mleka, bo w tych porach w glinie zaczynało się życie, przecież tego się nie da domyć.

Jeśli bierzesz lub Twoje dzieci biorą udział w zajęciach z gliną (modnych ostatnio), to jak sobie zrobisz kubek, to żeby z niego pić, trzeba go poszkliwić od środka. Czyli powlec taką emalią, co się ją potem wypala, i ona jest gładka, lita i nie przepuszcza wody. Inaczej kubek będzie przesiąkał. I nie można będzie z niego pić. Można bo będzie sobie postawić na biurko i używać jako stojak na ołówki. Ale już nie jako wazonik na różyczkę, bo będzie podsiąkał i pomoczy biurko.
I ze skorupką jest podobnie. Ona jest porowata.

Ale zaraz – już słyszę głosy czytelników – przecież jak położę jajko na biurku, to jajko nie przesiąka! Ni robi się pod nim mała kałuża! To coś kręcisz z tym przesiąkaniem jajek.
Owszem, nie przesiąka. Ale…. Paruje. Wysycha. Jajko przy przechowywaniu traci wodę. Bo odparowuje ją przez skorupkę. Dlatego stare jajko odróżnia się od świeżego po tym czy pływa czy tonie w wodzie. To traki stary sposób z czasów kiedy jeszcze jajka kupowało się „od kury” a nie „w supermarkecie”. (Teraz to często dzieciaki nawet nie wiedzą jak żywa kura wygląda.) W każdym razie próbę świeżości jajka robiło się tak: wrzucało się jajko do wody: stare jajko zaczynało pływać, bo mu się robiła duża poduszka powietrzna w środku. Doświadczone gospodynie potrafiły ocenić jajko biorąc do ręki – czy jest ciężkie, czy lekkie. Ciężkie było świeże. W młodym jajku poduszka powietrzna jest mała, to ta pusta przestrzeń zwykle zlokalizowana w „tępym” końcu jajka, w którą wygodnie trafić rozbijając, jeśli się obiera jajko na twardo, bo łatwiej obierać. Im jajko starsze tym ta poduszka powietrzna większa, bo … no bo jajko wyschło, odparowało. To ten brak wody mierzyliśmy.

A czemu nie przecieka takie jajko, tak by się robiła kałuża, a tylko odparowuje? No cóż… Bo kura lepiej robi skorupkę niż my kubki. Natura ma sprytne rozwiązania.
I teraz już wiecie, dlatego nie należy myć jajek. Do przechowywania nie myć. Bezpośrednio przed spożyciem – tak, jak najbardziej. Ale jak mają leżeć umyte – to nie szykować tego na długo przed gotowaniem właściwym. W szczególności pomysł „to ja sobie w przeddzień wszystko naszykuję, pooddmierzam i umyję, żeby było szybciej” – to jest bardzo niedobry dla jajek. Wyjąć jajka, przyszykować odpowiednią ilość – tak, to można. Myć te jajka w przeddzień – to już nie.
Nie wiem jak jajka są przygotowywane do sprzedaży na fermach, mam nadzieję, że inspekcje sanitarne pilnują tego by nie było mokro, a jeśli jajka są jakoś oczyszczane, to żeby to jakoś było dodatkowo dezynfekowane. Znam się bardziej na ludziach niż na kurach. Wierzę, że tam jakoś to sensownie robią. I raczej chodzi mi o zajęcie się tą częścią, która jest po stronie użytkownika. Bo na fermy kurze nie mam wpływu. Ale na to co się dzieje z jajkiem po kupieniu – mam. Żeby od przyniesienia jajka ze sklepu do zjedzenia użytkownik nie zrobił sobie krzywdy i nie zmienił się z użytkownika w pacjenta. Zwłaszcza, jeśli planuje jakiś sernik na zimno, czy inną potrawę, gdzie jajka będą używane surowe i potem nie będą ani pieczone, ani gotowane. Jeśli potrawa przewiduje jajka surowe w składzie i takie zostaną podane, po kilku godzinach od zrobienia, to tu szczególnie ważne jest by mycie jajek było tuż przed rozbijaniem. Bo jeśli pozwoli im się wejść do jajka, a z jajkiem do potrawy, to bakterie, nawet jeśli będzie ich tylko troszkę na początku, to będę miały czas się rozmnożyć. W takiej potrawie to drobny błąd przechowywania może przerodzić się w duży kłopot. A zbędny. Wystarczy nie myć jajek do przechowywania.

---
Wiecie skąd się wziął pomysł na ten odcinek? Kumpel poskarżył się, że mu zamarzło jajko. W lodówce. I pękło, wręcz wybuchło.

- Czekaj, zaraz – mówię – ale dlaczego masz jajka tak, że one Ci mogą zamarznąć? Przecież nie mrozisz celowo jajek. Czy Ty przypadkiem nie masz tak, że raz zimno, a raz cieplej i czy Ci się tam nie skrapla na tych jajkach? Bo wiesz, że jajek nie należy myć ani moczyć?

- Eeee? Ale że jak to? Mam właśnie jajka przy nadmuchu zimnego powietrza, to jak się włącza agregat to mają zimno (aż jedno zamarzło, to co miało najbliżej), a jak się wyłącza to mają cieplej, i to właśnie na zmianę, więc jak najbardziej się im  skrapla. Ma się nie skraplać? Ale dlaczego?

I tu pojechałam z opowieścią o porowatych skorupach i wędrujących po mokrym bakteriach. Kumpel o wędrującej salmonelli nie wiedział. W połowie opowieści już wiedziałam, że mam temat na odcinek na Ciekawej. (Dzięki!) Najlepsze są te odcinki inspirowane życiem. Bardzo lubię kiedy znajomi pytają mnie o coś medycznego, a tu to nawet pytania nie było, przy okazji wyszło. Natura potrafi być fascynująca.


sobota, 5 grudnia 2015

Ciasto: LEŚNY MECH.


Czemu ciasto na blogu medycznym? Bo ma tajny składnik, zdrowy, a ślicznie  i reprezentacyjnie wygląda. Warto wiedzieć takie rzeczy.

Bo zielony barwnik to po prostu ... szpinak. Ciasto jest baaardzo zielone. A nie czuć warzywka w smaku.
video
Składniki i przygotowanie:
3 jajka + szklana cukru     ---> zmiksować dobrze,
+ olej, szklanka                 --->zmiksować,
+ mąka 2 szkl, z proszkiem do pieczenia 3 łyżeczki ----> zmiksować,
+ szpinak, rozmrożony odsączony i odciśnięty ---> zmiksować. Gotowe.

Piec w 170-180 przez około godzinę, "do suchego patyczka". 
Krem: serek mascarpone z cukrem pudrem i sokiem z cytryny. Można zmieszać widelcem.

Ściąć wierch, spód posmarować kremem, posypać pokruszonym spodem i pestkami granatu. (Czerwone porzeczki też by pewnie działały.)

I już.

Ważne by szpinak był dobrze odsączony, oraz drobno zmielony - żeby kolor był równomierny i intensywny.
Warto ciasto dobrze podsuszyć w piekarniku przed wyjęciem, bo szpinak daje wilgoć, i lubi dać jej trochę za dużo.
Do kremu warto dodać coś kwaśnego - pestki granatu, sok z cytryny. Samo w sobie jest po prostu słodkie, i przydaje się kwaskowa, owocowa nuta.

A jakbyście chcieli z mąką bezglutenową, to tu jest kilka cennych wskazówek, w postaci krótkiego filmiku: KLIKNIJ TUTAJ

Miłej zabawy

Wkrótce seria o glutenie. Zapraszam.

SŁOWA KLUCZOWE: leśny mech, ciasto leśny mech, zielone ciasto, ciasto ufoludek, ciasto leśny mech bezglutenowe, cista bezglutenowe, mąki bezglutenowe, mąka kukurydziana, szpinak, ciasto ze szpinakiem, jak przemycić dziecku szpinak, jak zrobić by dzieci jadły szpinak, szpinak przepisy, przepisy bezglutenowe, ciasto bez pszenicy.

piątek, 4 grudnia 2015

wideoblog (vlog) Ciekawej Medycyny odcinek 001

Mój pierwszy filmik wideo na blogu.

Bez długiego przygotowania. Bo znajdzie się wymówka, by nie zrobić.
Bez szukania idealnej fryzury, ubioru i takich tam, bo zawsze znajdzie się wymówka...
Bez ... bez odkładania. 
Bez... bez... bez... Ojej. Powiedzmy, że robię to jako nowe doświadczenie.


video

niedziela, 29 listopada 2015

Małe dziecko trudniej leczyć. (z cyklu: kaszel, grypa, przeziębienie: Kaszel u małego dziecka)

Mamy sezon jesienny z katarami, kaszlem i takimi tam.

Małe dzieci chorują ciężej, bo mają mniejsza średnicę oskrzeli, i 3 mm wydzieliny może im mocno zatykać oskrzele podczas gdy dorosły tej samej ilości nawet nie poczuje.

Druga rzecz, która utrudnia leczenie dzieci. Dzieci mają inny metabolizm niż dorośli. LEKI DLA DZIECI SĄ INNE. Nie należy im podawać leków dla dorosłych. Inne są dawki, i nie wystarczy po prostu przeliczyć na masę ciała i podać proporcjonalnie. Niestety. Dzieci część leków metabolizują wolniej niż dorosły, a część szybciej i dawka jest inna, niż wynika to z prostej różnicy w masie ciała dziecko-dorosły. Nie chciałabym żeby dyskredytować dzieci porównaniem do zwierząt domowych, ale akurat z metabolizmem ta sama zasada obowiązuje jak do obcego gatunku. Kotu czy psu też nie wolno podać ludzkiej tabletki. I po uwzględnieniu różnicy w masie ciała zwierzęcia, też nie wolno podać. Inny metabolizm mają. Musimy znać konkretne dawki i leki na dzieci i na zwierzaki. Jakbyśmy z jakiegoś dziwnego powodu mieli w domu ufoludka i ufoludek byłby z katarem - też nie podajemy ludzkich leków.

Kolejna sprawa, która utrudnia: dorosły POWIE co mu jest.  Dziecko nie powie.  Dopiero pisząc odcinek uświadomiłam sobie że leczenie dzieci ma całkiem sporo cech wspólnych z leczeniem futrzatych podopiecznych. Za to nie tak dużo wspólnego z leczeniem dorosłych. Jakbyście mieli znajomego lekarza, do którego dzwonicie środku nocy z pytaniem:  Adaś kaszle, aż się pielucha trzęsie, co robić?  - to pewnie nie raz usłyszycie "ale ja nie jestem pediatrą". Teraz pewnie będzie to bardziej zrozumiałe czemu ten lekarz się wykręca. O ile w ogóle będzie skłonny poświęcać swój prywatny czas odpoczynku na charytatywną pracę dla znajomych. Ale zakładając, że chce, to bez wiedzy pediatrycznej leczyć nie będzie, bo nie będzie umiał. Pomoże jedynie w zakresie gdzie się z Adasiem udać, a to też dużo.

Nie tylko oskrzela u dzieci są mniejsze, wszystko jest mniejsze, wiec i wszystko co choć trochę spuchnie to od razu z racji tych małych średnic bardziej się zatyka niż u dorosłego. I dziecko choruje ciężej niż dorosły, bardziej gwałtownie. Choroba brzuszka też będzie przebiegać szybciej i ciężej, choroba nerek, wszystko się łatwiej zatka, jak nawet tylko troszkę spuchnie, a w stania zapalnym puchnie.

Czy można na to jakoś pomóc?
Właśnie  u dzieci jest szczególnie ważne by przy kaszlu  napoić i oklepać, skoro się trudniej leczy. Tym bardziej im się należy to oklepanie. I tym bardziej im pomoże, wręcz miło popatrzeć jak ładnie dziecko się poprawia po tym jak się je oklepie i jak ono ładnie powykasłuje, to co zalegało w oskrzelach. Od razu szybciej zaczyna zdrowieć. I nic dziwnego, skoro udało się ewakuować wydzielinę z płuc. Warto oklepywać każdego, dorosłego też, a szczególnie dzieciaki. Te maleńkie też, te można sobie ułożyć na udzie, bardzo wygodna pozycja, opisałam ją w odcinku OKLEPYWANIE (kliknij TUTAJ). I oczywiście nie wystarczy oklepać raz, oklepujemy przez tyle dni (kilka razy dziennie), przez ile się zbiera wydzielina.


Czy jest coś optymistycznego w chorowaniu dzieci? Tak, szybciej się regenerują. Pogorszenie jest szybkie ale i poprawa jest szybka.
Zdrowia życzę.

---
SŁOWA KLUCZOWE: dzieci, leczenie dzieci, leczenie małych dzieci, kaszel, kaszel u małych dzieci, katar, plwocina, oklepywanie, metabolizm leków u dzieci, metabolizm leków u psa, metabolizm leków u kota, metabolizm leków u zwierząt. odmienności leczenia u dzieci, leczenie małego dziecka, dawki leków u dzieci, zapalenie oskrzeli u dzieci.

niedziela, 22 listopada 2015

PLWOCINA? A co to jest ta PLWOCINA? _ (seria: kaszel, grypa, przeziębienie)

Dzisiejszy odcinek poświecę na ustalenie jak się co nazywa, w tych niesmacznych sprawach typy kaszel, katar, odkrztuszanie. Bardzo, ale to bardzo nieapetyczne. Wiem. Przykro mi. Ale czasem konieczne jest, żeby o tym pogadać, więc bierzmy byka za rogi i przejdźmy do konkretów.

Nos
To co leci z nosa nazywa się katar. Fachowo lekarz powie katar, albo wydzielina z nosa. Fizjologicznie w nosie jest wilgotno i tak ma być. Dopiero jak chorujemy, śluzówka wytwarza więcej wydzieliny, i mamy katar. Wodnisty przy alergii, a bardziej gęsty i czasem kolorowy przy zakażeniu wirusem, albo bakterią. Potocznie w użyciu bywa nazwa smarki, czy gile.

A teraz zejdźmy niżej: gardło.

Gardło też z natury swojej jest wilgotne, ale zwykle nie zbiera się tutaj wydzielina. Tu może spłynąć coś z nosa, może zostać tędy odkrztuszone coś z płuc, oskrzeli, a i coś z żołądka może tu trafić, ale na ogóle będzie po prostu wyplute. Ewentualnie zbierać się może coś przy migdałkach - one mają zagłębienia w sobie i tam czasem zbiera się ropa i tworzy czopy ropne. Ale generalnie, jeśli coś spływa do gardła, to podrażnia śluzówkę i odruchowo usiłujemy się tego pozbyć i wypluwamy, albo ewentualnie usiłujemy przełknąć (wtedy trafia do żołądka).

Wyplute "coś", co pochodzi z oskrzeli i tchawicy właśnie ta plwocina. Ewentualnie flegma. To się odkrztusza i najlepiej to wypluć.

I.... tak, wiem, że odcinek mało apetyczny, ale naprawdę jak czujecie że coś się w gardle zbiera to wypluć to niż połknąć. Chociaż najistotniejsze jest by opuściło oskrzela, czy wyplute (lepiej), czy przełknięte (trochę gorzej), byle nie hamować kaszlu, i nie zostawiać w oskrzelach, bo się będzie długo leczyło.

Zejdźmy niżej: krtań, tchawica, oskrzela.

Krtań i tchawica mogą mieć wydzielinę, one są naturalnie wilgotne i niewielka ilość jest stale obecna na powierzchni. W czasie choroby jest wydzieliny więcej. Obecność większej ilości wydzieliny w krtani i tchawicy podrażnia ścianki, wywołuje kaszel i owa wydzielina jest wykasływana do gardła. Tu, jak pisałam powyżej, jest albo wypluwana, albo połykana. To będzie plwocina albo flegma. Z wyglądu mniej lub bardziej przezroczysty "glut".

Oskrzela są miejscem gdzie wydzielina lubi się zbierać. Częściowo jest wytwarzana na miejscu, częściowo może spływać grawitacyjnie z tchawicy. Rzęski na powierzchni śluzówki pracują tak, by przesuwać śluz i wydzielinę na zewnątrz, przeciw grawitacji. Ale przy zwiększonym wytwarzaniu, jak ma to miejsce w chorobie, rzęski mogą nie dawać rady i warto im pomóc. Dlatego oklepywanie jest takie ważne.

Jest takie badanie: posiew plwociny. Teraz, w dobie rozpowszechnienia antybiotyków. i dużej szybkości życia to na ogół leczy się "w ciemno", czyli daje antybiotyk tak na czuja, według listy co najbardziej skuteczne. Lista pomaga trafić. A tak naprawdę porządnie to powinno się wziąć plwocinę na posiew, i zobaczyć na co dana bakteria jest odporna. (o ile w ogóle mamy do czynienia z zakażeniem bakteryjnym. Przy wirusowym posiew będzie ujemny, ale i leczenie nie polega na podawaniu antybiotyku. Warto to wiedzieć. Wcale nie jest tak, że jak ktoś ciężko chory, to musi dostać antybiotyk. Jak jest chory od wirusa, to antybiotyk nie pomaga, a wręcz szkodzi.).  O posiewie napiszę oddzielny odcinek. Na ten moment warto wiedzieć, że jeśli byśmy chcieli pobierać plwocinę na posiew, to najlepsza jest taka świeżo odkrztuszona, prosto z oskrzeli. Czyli dobrze pacjenta oklepać, żeby ładnie popluł tą plwociną i taką świeżutką oddać do laboratorium. Względnie jeśli oddajemy w laboratorium, to warto wziąć kubeczek, czy co tam dają do naplucia, poprosić towarzysza o oklepanie i dopiero jak się dobrze rozcharczemy, to napluć taką świeżutką. Wyniki będą bardziej miarodajne. Proszę się nie spieszyć przy charczeniu, tylko charczeć i pluć starannie na potrzeby badania.

To chyba całość obrzydliwości związanych z odkrztuszaniem, jaka mi przychodzi do głowy. Jakby coś było niejasne, coś budziło wątpliwości, czy ciekawość - dajcie znać. Komentarzem, mailem, wpisem na FB na Ciekawej Medycynie. Czym tam wygodniej.

Odcinek powstał dzięki mojej koleżance, która dostarczyła mi inspiracji pytając, jak w tytule: A co to jest PLWOCINA? Może więcej osób ma podobne wątpliwości co do nazewnictwa, i odcinek się przyda. Jakoś tak nie do końca mam przekonanie, czy warto to było opisać, bo wydaje mi się, że to wszyscy wiedzą. Ale skoro bardzo inteligentna i obyta społecznie znajoma nie wiedziała, to doświadczenie już mnie nauczyło, że lepiej napisać, bo widocznie w szkole nie uczyli i może więcej osób nie wie. Jak myślicie? Wpiszcie słówko w komentarzach (komentarz nie pojawi się od razu, bo włączyłam moderację, za dużo spamu lezie, ale proszę się nie zrażać, wszystkie czytam i pojawią się za dobę czy dwie.),

niedziela, 15 listopada 2015

OKLEPYWANIE (cykl: kaszel, grypa, przeziębienie)

(Ta seria jest mało apetyczna, raczę nie jeść przy czytaniu)


W poprzednim odcinku napisałam o kaszlu i pluciu, mocno zalecając ewakuację plwociny. I o tym, żeby pacjenta trzeba nawodnić (np. dwie szklanki wody), żeby plwocina po prostu była rzadszej konsystencji i łatwiej wyszła przy kaszlu. A dziś będzie o drugiej ważnej rzeczy, którą można zrobić by pomóc przy kaszlu. Chodzi o OKLEPANIE (lub oklepywanie, bo lepiej oklepać parę razy, ale nawet raz pomoże).

Niestety, nie można się oklepać samemu, bo technicznie trudno sobie sięgnąć do pleców. Ewentualnie można próbować klepać się solidnie z przodu po klacie, ale trochę to słaby pomysł bo tu przylega serce, lepiej klepać od tyłu. Jeśli ktoś bawi się w tworzenie robotów i oprogramowania do nich, to może sobie zrobić oklepującą rękę, ale żadnego modelu w sprzedaży nie widziałam. Teraz trochę sobie żartuję, pozostańmy przy tradycyjnym klepaniu, kiedy jedna osoba własną ręką klepie drugą. Opiszę jak taką rękę ułożyć. A potem w jakich porach dnia najlepiej oklepywać.

Jak ułożyć rękę
Oklepanie to nic innego jak „walenie po plecach”, jednak nie tak silne jak wtedy, gdy z całej pary ludzie walą kogoś kto się zakrztusił jakimś ciałem obcym, czy płynem. Jednak mechanizm jest podobny, trzeba wstrząsnąć klatką piersiową, by po prostu plwocina się odkleiła. Należy klepać dłonią plecy po obu stronach kręgosłupa. Trochę to przypomina klapsy, ale lepiej ułożyć dłoń, tak by miała zagłębienie. Tak, jak układamy palce, gdy chcemy  nabrać wody w dłoń. Wtedy mamy zagłębienie, w którym zbiera się woda. I o takie ułożenie mi chodzi. Mamy wtedy poduszeczkę powietrzną pod dłonią. Skuteczniejsze do klepania i nie boli (jak może boleć jeśli ułożymy dłoń po prostu płasko). Oklepanie nie powinno boleć. Jak najbardziej można robić przez ubranie. Technika ułożenia rąk jest sprawą drugorzędną, najważniejsze jest by wstrząsnąć klatkę piersiową, by (przepraszam za dosadność) glut się odkleił. Można i kantami dłoni od biedy. Istotą sprawy jest to by wstrząsnąć klatkę, ale wcale to nie musi być mocne uderzanie. Raczej właśnie energiczne poklepanie – stąd nazwa.

Jak ułożyć pacjenta
Dobrze, jeśli oklepywany pacjent ma pupę niżej niż głowę. Albo chociaż płasko leży. Plwocina, jak każda rzecz podlega prawu  grawitacji, i jeśli stoimy, albo siedzimy, to wykasłujemy ją „pod górkę”. Trochę bez sensu…. Dlatego lepiej dobrze jest się ułożyć z pupą powyżej głowy i podeprzeć rękami. Przykładowe w miarę wygodne pozycje do oklepywania, to:

1.        zwiesić pacjenta z łóżka – nogi i pupa na łóżku, głowa i podparcie rękami na podłodze, pluje się do miski. Osoba oklepująca siedzi na stołeczku obok.
2.       Pacjent po prostu leży na płasko, na brzuchu. Można  samą głowę wychylić za krawędź łóżka. Bardzo wygodna pozycja. Bez opuszczania głowy jest przyjemniej. Skuteczność jednak jest ciut mniejsza – bo jest poziomo, a nie w dół. Ale i tak lepiej niż na siedząco, albo bez oklepywania. Prawdę mówiąc najbardziej ją lubię.
3.       Małe dzieci można położyć sobie na udzie. Jak się siedzi na krześle, wyprostować nogi na podłodze, dziecko na udo, nóżkami do nas, główka przy naszym kolanie. Pleckami do góry. I klepiemy. Bardzo wygodna pozycja. Dzieci to lubią, potrafią zasnąć w tej pozycji. Naprawdę. Widziałam na własne oczy. To klepanie jest dla dziecka po prostu miłe.

Jakby by się nie ułożył, ważne by oklepać. Jak nie ma jak unieść pupy, to warto nawet oklepać na stojąco czy siedząco.  A pochylić się potem, do samego odkrztuszania. Po oklepaniu, albo w trakcie, powinno się zacząć chcieć pluć i kasłać. I tak ma być. A jak wyleci plwocina, to póki się nie zrobi nowa, chory ma trochę spokoju. Łatwiej mu będzie ją wykasłać jak się nachyli. I ma pluć, nawet jeśli to nieapetyczne. Będzie krócej chorować.

Kiedy oklepywać
Rano, zwłaszcza po wstaniu, czy po zmianie pozycji – to jest naturalny moment kiedy plwocina która się nazbierała, lubi się odkleić i drażni śluzówkę i wręcz prowokuje kaszel. Chce się kasłać. Bardzo dobrze, to jest naturalny moment by się nachylić i powypluwać co się tylko da, jak ktoś może oklepać w tym czasie to znakomicie.
Można oklepać się przed snem, żeby mieć spokój na noc, ale nie bezpośrednio przed, bo jeszcze trzeba przewidzieć czas na odpluwanie. Ile czasu? Jak oklepiemy w ciągu dnia, to mniej więcej chory będzie wiedział ile czasu zajmuje mu odksztuszanie. Może nieapetyczne, ale skuteczne. Ja bym radziła nawadniać i klepać w ciągu dnia, i skończyć te zabiegi na 3 godziny przed snem. Jeśli jednak ktoś bardzo kaszle to po prostu klepiemy, żeby mu pomóc (i poimy), niezależnie od pory. Jeśli go kaszel dusi, to i tak się nie wyśpi. Natomiast jeśli dobrze napoimy, dobrze odklepiemy, dobrze wyksztusi – powinien zyskać trochę spokoju na sen. (Widzicie? Da się bez syropu „na noc”!)

Kiedy NIE oklepywać
Nie oklepujmy po jedzeniu, czy bezpośrednio po piciu, bo jeśli chory się nachyla do klepania, to po prostu może zwymiotować. Picie wchłania się 20 minut, więc pół godziny po wypiciu wody można zabrać się za oklepywanie. Po obiedzie, to ze dwie godziny dobrze odczekać. Przed posiłkiem, jak najbardziej, ale chociaż z pół godziny przed, żeby móc spokojnie się wykasłać i uspokoić, zanim zacznie się jeść. Za to w nagrodę nie kaszle się przy posiłku.

Czy klepać w ubraniu?
Ubranie – ależ tak, może być, czemu nie. Nie ma sensu chorego przestudzić. Może nie bardzo grube ubranie, bo trudno klepać. I dobrze żeby było w miarę obcisłe, jeśli chory się nachyla, bo wtedy wszystkie szaliczki, i luźne bluzki będą po porostu przeszkadzały przy pluciu. Chyba, że klepiemy na płasko, czy wręcz na siedząco, bez nachylania, wtedy ubranie jest nieistotne.
Można też po prostu dać dużo pić choremu i oklepać za każdym razem jak mu się naturalnie zaczyna zbiera na kasłanie.

Jakby to wszystko było nieapetyczne, to jest po prostu skuteczne i – co ważne - niesie ulgę choremu. Bo poza tymi parunastoma minutami klepania i plucia, kiedy przez chwilę jest gorzej, to po prostu się dużo mniej kaszle, i dużo lepiej czuje, bo nic nie zalega w płucach. I leczenie idzie szybciej. I jakoś okazuje się, że można się obyć dużo mniejszą ilością leków. Wręcz leki bez napojenia i oklepania mało pomogą. Wypróbujcie. Zwłaszcza jak ktoś pluje, pluje, charcze, długo się leczy, jakoś tak nieskutecznie - to po dodaniu picia i oklepywania szybkość poprawy i zdrowienia może wręcz zaskoczyć. Zwłaszcza u dzieci, bo one mają wąsko w oskrzelach i im lubi się zbierać plwocina i im się kaszle lubią przeciągnąć.

Warto wiedzieć? Moim zdaniem bardzo warto. Życzę krótkiego chorowania.


Dopisek:
W kwestii syropów i nachalnych reklam: wszystkie wpisy wychwalające syropek X czy Y konkretnej firmy będą usuwane. 
Natomiast można którymś syropem zachwycić jeśli się poda jego substancję czynną. Bez podawania nazwy producenta.






czwartek, 5 listopada 2015

niedziela, 1 listopada 2015

Kaszel suchy czy mokry - czyli jak krócej chorować

Kaszel suchy jest bez wydzieliny.
Kaszel mokry jest z wydzieliną.

Ot i cała różnica.

Przy kaszlu mokrym, z wydzieliną, najlepiej byłoby odkrzusić  tę wydzielinę i wypluć, a nie trzymać w sobie. Tak, wiem, że odkrztuszanie (za przeproszeniem) gluta jest obrzydliwe. Ale zatrzymanie go w sobie chyba bardziej? Ja tam wolę odkrztusić i nie mieć. A pacjentów namawiam na wypluwanie i odkrztuszanie, bo po prostu się szybciej leczy w  ten sposób niż jak się wchłonie i oczyści. Tak też można, ale jest dłużej. A pytanie „czy ma pan kaszel suchy czy mokry” to grzeczna forma pytania „czy ma pan flegmę w płucach, czy nie?” Żeby nie użyć takich brzydkich słów jak glut, czy plwocina. Na potrzeby tego odcinka będziemy używać. I napiszę co zrobić by gluta nie było, albo było go mniej i jak najszybciej się go pozbyć.
Kawa na ławę: nie warto udawać, że gluta nie ma. To najdłuższa forma leczenia.

Bierzmy byka za rogi: jak to zrobić by odkrztusić.
Czy jakiś magiczny syrop pomoże? Jaki będzie najlepszy? A może jest taki na oba kaszle?
Moi mili. Powiedzcie mi, jak sobie wyobrażacie, że połkniecie łyżeczki  CZEGOKOLWIEK  sprawi, że wydzielina z oskrzeli zniknie? Sama zniknie?  Ucieknie? Zdematerializuje się? Nie ma tak. To to coś z łyżeczki może sprawić że wydzielina się łatwiej oddzieli. Ale tylko tyle zrobi syrop i wydzielina nadal będzie w oskrzelach.  I TRZEBA JĄ WYKASŁAĆ I WYPLUĆ. Może obrzydliwe, ale skuteczne. I najlepsze, co możemy zrobić. Bez plucia nie ma znaczenia czy wzięliśmy ten syrop czy nie. Bakterie pozostaną tam, gdzie były, w plwocinie.

No, to co zażyć, by dobrze kasłać?
W czasie studiów, gdy uczyłam się o kaszlu, i środkach wykrztuśnych, czyli ułatwiających kaszel i ewakuację wydzieliny, to uczący nasz doktór spytał z drapieżnym uśmieszkiem, czy wiemy jaki jest najsilniejszy, najlepszy środek wykrztuśny. W studenckich mózgach przewinęły się składniki syropów. Na sali zaległa cisza, a uśmieszek prowadzącego zrobił się jeszcze szerszy:
- dwie szklanki wody.
Trochę nas wmurowało. Ale jak się chwilę zastanowić….
Woda. Poważnie. Na nic nikomu syrop, nawet najbardziej wypasiony, jeśli pacjent jest wysuszony, odwodniony, wydzielinę ma gęstą i takiej gęstej nie odkrztusi. A gęstą ma, bo ma gorączkę, oraz oddycha przez usta – więc bardziej się wysusza. Do kompletu nie wstanie i się nie napije sam, bo się źle czuje i nie ma siły. Więc jest dodatkowo wysuszony. Chcesz pomóc choremu? Postaw mu picie koło łóżka. W zasięgu ręki. Może po prostu dzbanek ze szklanką na podręcznym stoliku. Może termosik, albo dzbanek na podgrzewaczu, albo kubek termiczny, żeby było ciepłe. Żeby dużo pił.

Druga rzecz – oklepywanie. Ale to już na następny odcinek.

I takie picie i oklepanie powinno załatwić sprawę plucia, i oczyszczenia oskrzeli. I nawet może się okazać, że objedzie się bez syropu. Natomiast jeśli nie odplujemy, jeśli będzie sam syrop, bez picia i plucia, to sam syrop mało co da.
 Chciałabym, żeby było inaczej, bo nie byłoby obrzydliwie (plucie nie jest przyjemne, jest obrzydliwe). Ale jest to, co jest. Plujmy przy kaszlu. Przykro mi. Nie da się inaczej.

Chyba, że mamy kaszel suchy, bez wydzieliny. On jest z podrażnienia śluzówki oskrzeli. Może wystąpić po jakiś czynnikach drażniących, np oparach chemicznych, albo może się utrzymywać po chorobie, przez parę tygodni po zapaleniu oskrzeli, jak już nie będzie plwociny. Tak z podrażnienia.Tu też pomoże picie wody, czy inhalacje. (Inhalacje pomogą w obu rodzajach kaszlu, bo nawilżą). W kaszlu suchym  nie będzie plucia, bo nie ma czym. Pić  warto, oklepanie można odpuścić. Oklepanie nie pomoże, ani nie zaszkodzi.

Tak, że proszę pić i pluć. 

A o oklepywaniu można przeczytać tutaj: OKLEPYWANIE


Więcej odcinków o oskrzelach, antybiogramie i wirusach znajdziesz tutaj: UKŁAD ODDECHOWY

A poniżej można kliknąć niebieską facebookową literkę F, żeby podzielić się z innymi fajną wiedzą.