niedziela, 12 lutego 2012

Seria UCHO - Mucha do ucha

A co robić, jeśli wpadnie mucha do ucha? Albo inny owad czy robak?
Nie dłubać, żeby nie wepchnąć! Owad w uchu się rusza, czym doprowadza pacjenta do szału, bo to bardzo głośno słychać, i jeszcze może boleć. NIE DŁUBAĆ! Bo nie dość że wepchniemy głębiej, to jeszcze owad przygnieciony może zacząć walczyć i pokaleczyć kanał i błonę bębenkową.


Utopić robaka!
Tak, właśnie. Utopić. Po to żeby się nie ruszał. I albo sam wypłynie – i po sprawie. No, chyba że zdążył podrapać, to wtedy do laryngologa, niech obejrzy kanał słuchowy i zdecyduje czy jakiś kropli na lepsze gojenie nie dać. Albo – jeśli się uda utopić, ale nie wypłynie, to idziemy do laryngologa na ostry dyżur, żeby martwego wyjął. Nie dłubiemy w uchu sami, żeby nie wepchnąć. Chyba, że go (tego owada) widać i można złapać pęsetką i wyjąć.

Czym utopić?
Wodą.

W sytuacjach awaryjnych – typu biwak, gdzie tych owadów jest więcej – nie zawsze jest woda pod ręką. Wtedy jest dylemat co nalać do ucha, żeby robaka uszkodzić, ale nie uszkodzić ucha. Może być też oliwa, albo tak zwany „biały” alkohol, czyli spirytus albo wódka, chodzi o to żeby nie miało dodatków typu cukier czy barwniki. Może być sól fizjologiczna, czasem bywa w apteczce podróżnej. Generalnie im prędzej zalejemy robaka, tym lepiej, bo tym mniej uszkodzi ucho. Jeśli jest nieuszkodzona błona (czyli jeśli lejemy szybko, zanim robak się rozhasa), to i nawet płyn z dodatkami nie zaszkodzi, bo to można potem wodą wypłukać. A chodzi o to, żeby nie podrapał ucha.

Jak lać?
Cienkim strumykiem, żeby miało jak wyjść powietrze z ucha. Jeśli polejemy dużym strumieniem to bąbel powietrza w kanale będzie przeszkadzał w napełnieniu. Najwygodniej to robić strzykawką bez igły, czy czymś podobnym (np torebka napełniona wodą w której zrobimy małą dziurkę i już mamy cienki strumień). Albo kapać po kropli, kanał dużo nie zmieści, to w miarę szybko pójdzie. Przypominam: jeśli owad nie wypłynął, tylko został w uchu, to idziemy do laryngologa na ostry dyżur by wyjął, NIE DŁUBIEMY SAMI, żeby nie wepchnąć.

Czy to się często zdarza?
Nie. Generalnie owady nie mają interesu we wchodzeniu do ludzkiego ucha. Raczej wprost przeciwnie. To jest dla nich „wypadek przy pracy”. Owad może być przestraszony, generalnie raczej będzie chciał wyjść – wtedy nie należy mu przeszkadzać. Jeśli nie chce wyjść, lub nie potrafi – nie dłubiemy – bo się przestraszy i podrapie. Lejemy. Jak owad ma szczęście, to żywy wypłynie i już.

30 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Właśnie dzisiaj wpadła mi mała ćma czy mol do ucha dzisiaj, uczucie okropne, bo ona się ruszała w tym uchu a ból nie do opisania i akurat o 1 w nocy musiało to się stać. Krzykiem wszystkich zbudziłam ale się tylko wściekli, że ich zbudziłam. Teraz ten owad się już nie rusza, bo zalałam go wodą ale nie mogę zasnąć i nie wiem co robić, bo nie widziałam żeby coś wyleciało - nie wiem co robić.

Lila pisze...

Cieszę się, że mój odcinek pomógł i że już się nie rusza.

Jeśli teraz Cię nie boli, to spokojnie wytrzyj ucho i idź spać. Jutro przejdź się na ostry dyżur laryngologiczny, żeby zajrzeli i ewentualnie usunęli trupka, jeśli jest w uchu.

Jeśli nie możesz spać po przeżyciach, a ostry dyżur masz blisko, to możesz przejść się od razu, w nocy będzie mniejsza kolejka. Tylko to musi być taki ostry dyżur co do ucha zajrzą, czyli co mają narzędzia. Można przez telefon się upewnić, czy mają narzędzia i zajrzą do ucha.

Ambasador Wierch pisze...

Ojej...
Tyle razy wydłubywałem sobie z ucha muchę albo co inszego - i nigdy nic nie było. A tu się okazuje, że igrałem, jeśli nie ze śmiercią, to chociaż z utratą słuchu...
Ale tak poważnie... Ja wiem, że lekarze są najmundrzejsi na świecie i w ogóle - ale może ludzi z muchami w uchach nie wysyłajmy jednak do laryngologów. Do nich i bez tego kolejki są rzędu miesiąca, jeszcze by się wydłużyły.

Lila pisze...

Ojej...

Cieszę się, że nie przerwałeś sobie błony bębenkowej przy tych manipulacjach.
Owady rzadko wchodzą tak głęboko by rzeczywiście przerwać błonę bębenkowa, i może stąd Twoje wrażenie, że tak łatwo wyjąć owada.
Czytelników śpieszę uspokoić, że przerwanie błony będenkowej, jeśli się komuś zdarzy, nie kończy się ani śmiercią, ani utratą słuchu (nigdzie tak nie napisałam), jeśli jest prawidłowo leczone PRZEZ LARYNGOLOGA i jeśli leczenie przebiega bez powikłań.

Przy przerwaniu błony bębenkowej zdolność słyszenia zmniejsza się jedynie o niecałe 30 decybeli. Mowa ludzka ma właśnie około 20-30 decybeli. Błona sama zarasta (na ogół). Jeśli będą powikłania przy leczeniu błony i nie zarośnie - skończy się aparatem słuchowym, ale nadal powinno zostać zachowane przewodnictwo kostne, i tak okaleczona osoba będzie słyszała podniesiony głos oraz krzyk. Na ogół błona bębenkowa zarasta, ale stanowczo należy to leczyć u laryngologa.

Jeśli owad wystaje, można spróbować chwycić go pęsetką i POCIĄGNĄĆ, natomiast nie należy niczego do ucha wpychać, żeby błony bębenkowej nie przerwać. Należy iść do laryngologa, ale nie do kolejki w przychodni, tylko na ostry dyżur laryngologiczny.

Nawet jeśli uważasz, "że lekarze są najmundrzejsi na świecie i w ogóle", to nawet byle głupi lekarz na byle dyżurze będzie miał narzędzia i wiedzę jak wyjąć coś z ucha, zwłaszcza jeśli utkwiło głęboko. Dobrze jest mu też nie rzucać w twarz, że jest głupi, przynajmniej do momentu kiedy nie wyjmie owada z ucha, jeśli dobre wychowanie zatrzyma w ogóle takich uwag za zębami. Natomiast dyskusja na argumenty merytoryczne jest na miejscu.

Swoją drogą, Kubo, gdzie masz przychodnię, gdzie czeka się tylko miesiąc? W mojej czeka się 11 (jedenaście) miesięcy. Jestem żywo zainteresowana.

Anonimowy pisze...

Jeżeli słyszę sporadyczne bzyczenie w uchu, które pojawia się TYLKO wieczorem, to czy może być to owad?

Ambasador Wierch pisze...

O, teraz zauważyłem Twoją odpowiedź. I czuję się w obowiązku wytłumaczyć. Wiem, że dużo czasu minęło, ale ten...

Nie napisałem, że lekarze są głupi i absolutnie tak nie uważam (poza, oczywiście, wyjątkami). Zdanie, które byłaś łaskawa zacytować, miało raczej brzmieć: "Lekarze, oczywiście, znają się na swojej robocie - ale my, proste ludziki, też coś tam wiemy i potrafimy".

Miesiąc (+ chyba kilka dni) oczekiwałem na wizytę u laryngologa w przychodni w Grodzisku Mazowieckim.
O ostrym dyżurze laryngologicznym w życiu nie słyszałem. Wiem, że gdy kiedyś potrzebowałem szybkiej pomocy (potrzeba płukania uszu, bo się zatkało woskowiną), pomogła znajoma pani pielęgniarka, która naściemniała laryngologowi, że jestem jej synem (rocznikowo pasowało). W takiej sytuacji na wizytę u laryngologa czeka się 10 minut ;-)

A swoją drogą - po lekturze Twojego bloga przymierzam się do podobnego projektu - opowiedzieć ludziom przystępnym językiem o tematyce swojej pracy. Jak bedę miał chwilę wolnego, pomyślę o takim blogu.

Arek Arkadiusz pisze...

qurwa ludzie, plx krotka i zwięzła porada. Jak wyciągnąć z ucha małą i mocno chroboczącą istotke. Plx bez udowadniania sobie kto tu jest lepszym fachurą na forum

Lila pisze...

Odpowiedź na Twoje pytanie masz napisaną na górze strony.

A za następną łacinę jarmarczna wywalę.

Lila pisze...

Pytanie od jakiego czasu się pojawia i ile trwa, itd, ale może najprościej poprosić lekarza, żeby zajrzał do ucha? Tylko do tego musi być laryngolog.
Ewentualnie druga możliwość to profilaktycznie zalać ucho, żeby utopić, i jak nie przejdzie to wtedy iść do lekarza rodzinnego.

Lila pisze...

Jak zrobisz taki blog z Twojej dziedziny, to daj znać. Będę czytała.

adam:) pisze...

Witam,
dzisiaj wróciłem właśnie ze spotkania w Lednicy i z faktu iż było ono na łąkach wieczorem gdy zaświeciliśmy małe źródła światła (typu świeczka telefon) to w pewnej chwili coś weszło mi do lewego ucha... i się zaczęło... w pierwszej chwili pomyślałem że to może kawałek ubrania czy coś podobnego dlatego chciałem poprawić moje ucho, wciskając zapewne owada głębiej do przewodu słuchowego... na początku ( 10 sekund ) robaczek był dosyć spokojny lecz już czułem jego bliskość zatem w biegu zacząłem szukać pomocy medycznej, na szczęście organizatorzy bardzo dobrze porozmieszczali namioty z wykwalifikowanymi osobami. W namiocie osoby ubrane w ładne czerwone stroje zajrzały do mojego ucha prosiłem ich aby wlali oliwy, lecz pod ręką była woda. Zatem usiłowali utopić robaka... ja przechyliłem lewe ucho do dołu i zacząłem ruszać gwałtownie głowa aby może intruz zechciał wyskoczyć. Lecz to dużo nie dało po chwili robaczek który nie potrafił niestety poruszać się do tyłu zaczął energicznie szukać wyjścia w stronę mojego lewego ucha ( abstrahując od tego co znalazł by po drodze). Szybko z namiotu zostałem przetransportowany do stacjonarnego szpitala w którym zajął się mną lekarz, oczywiście pytanie co się stało... Zerknięcie fachowym okiem... nic nie było oczywiście widać, lecz lekarz widząc mnie że co chwilę rzucam głową i nie panuję nad sobą podjął decyzje dalszego zalewania robaka. Prosiłem o olej, bo bałem się że będą chcieli wlewać np. spirytus który moim zdaniem spowodował by że robaczek jeszcze bardziej zaczął by "biegać" w moim uchu. Oleju nie było, zastosowana została ciepła woda wlewana strzykawką. Po kilku wlewach intruz nadal nie odpuszczał... czułem że zaraz ogłuchnę... czułem totalną bezsilność... pozostała tylko modlitwa po stronie mojej osoby. Po kilku następnych próbach i lekkim skupieniu intruz odpuścił. Jaka radość na mnie spłynęła w tedy... Po kolejnych wlewach i dziwnych ruchach głową cześć robaczka wysunęła się na świat z ucha. Pozostało tylko wyciągnięcie. Robak, w tedy już było wiadomo że to ładny czarny chrząszcz ?! opuścił mnie. Niestety z nas dwojga on nie przeżył, choć teraz pewnie wypuścił bym go gdzieś daleko od miejsca do którego bym wrócił.
Jutro lub kolejnego dnia odwiedzę laryngologa aby być pewnym co wynikło z wczorajszych/dzisiejszych odwiedzin małego kolegi.
Mimo ciekawego przeżycia z chrząszczem jednak dobre przeżycia religijne przekonały mnie że w przyszłym roku warto będzie odwiedzić Lednicę wraz innymi tysiącami ludźmi 7 czerwca 2014.

Lila pisze...

Zalanie pomogło (w końcu). Cieszę się.

Anonimowy pisze...

a trzeba tego trupka wyciągać nie wypłynie z czasem sam z woskowiną nic mnie nie boli i słyszę normalnie

Anonimowy pisze...

Witam. Obudizłam się gdzieś pół godziny temu z czymś w uchu. Wiem że to owad ale zaczełam dłubać i myślałam że wyjmę . Niestety. Nie udało sie ale nadal się rusza.. czy jak zaleję to ciepłą wodą to mi wypłynie ? Czy lepiej użyć tego oleju stołowego? i to wypłynie drugim uchem czy mam delikatnie przechylić głowę i z powrotem przechylić by wypłyneło tym samym kanałem co wlałam ? Pomocy. ;( Boję się strasznie .

Anonimowy pisze...

Trafiłam na to forum bo właśnie mnie dopadła ta idiotyczna sytuacja. Bolało koszmarnie ale utopiłam stworka... Nadal nic nie słyszę i nie mogę go wypłukać. Do lekarza dzisiaj nie mam szans się dostać. Teraz odczuwam dyskomfort i czekam co będzie dalej. Tak czy inaczej serdecznie dziękuję za poradę...

Krystyna Melita Egretta pisze...

Dla mnie bombowy blog ( nie powinnam pisać bombowy ), ale jestem zachwycona tym artykułem i pomysłem na tego bloga .Musicie być chyba bardzo pozytywni i dowcipni, bo cały czas śmieję się -. czuję się tutaj jak w wesołym domku . Ach te muchy....aż tu mnie przyprowadziły.

Lila pisze...

Dziękuję

Anonimowy pisze...

Skrobie mi coś w uchu ze 3tyg. Temu to słyszałem i dziś znów chyba nie powinienem tego olewać na tyle czasu drażni mnie to chyba nie wlezie mi nic do mózgu nie ?

Lila pisze...

Podstaw się komuś, kto będzie miał sprzęt, żeby zajrzeć. Najprościej na ostry dyżur laryngologiczny.

Anonimowy pisze...

Ja zalałem ćme 1.5 cm wodą i wyciągnąłem robala wykałączką do czyszczenia ucha.Zrobiłęm to intuicyjnie i patrze na ten blog że dobrze zrobiłem.Więc lejcie wode jak wam coś do ucha wpadnie żebu to dziadostwo utopić i delikatnie wyciągnąć wykałaczką do czyszczenia uszu.Tylko nie dawajcie tego robić komuś bo najpierw matce dałęm to mi jeszcze wepchnęłą do środka.Samemu na wyczucie i powinien robal wyleżć.

Lila pisze...

Nie wiem co to jest wykałaczka do uszu, ale najważniejsze to wyjąć skutecznie, a czym to mniej istotne.

A teraz powiedz jak Ty to zrobiłeś, że sam sobie coś z ucha wyjąłeś? Bo to niezła sztuka. Generalnie łatwo sobie samemu wepchnąć gębiej. Druga osoba, jak niewprawna, też może to zrobić.

Radosław Moliński pisze...

Witam.
Obudzil mnie wlot chyba malej muszki w moj otwor ucha, od razu "intuicyjnie" probowalem odgonic ja, jeszcze sekunde czulem ruch skrzydelek na skraju "komory" jaka jest dla niego ucho. Nic wiecej nie czulem, nie czuje a takze nic nie slyszalem ( w sensie tej muszki) i nie wiem czy weszla ona w kanal czy nie :( co zrobic? Ucho nie boli, wszystko normalnie slysze.
Pozdrawiam

Lila pisze...

Dobrego nie poprawiać. Zdrowego nie leczyć.

:-)

Pewnie muszka sobie sama poszła.
Kanał ma błonę bębenkową w głębi, nic Ci do mózgu nie wejdzie ot tak. W najgorszym wypadku nosisz małego suchego trupa w uchu, ale przypuszczam, że ona sobie poszła, bo byś BARDZO słyszał, jakby wleciała. To naprawdę mocno czuć i to wkurza.

Anonimowy pisze...

A co jesli to kleszcz?

Lila pisze...

Dobre pytanie. Generalnie kleszcza nie czuć, nie słychać. Chyba, żeby było słychać jak lezie - ale tedy wypłynie przy zalaniu. Jeśli się wbił, to jak się napije to sobie pójdzie, chyba, że jego wielki tyłek wtedy zatka przewód i przestaniemy słyszeć - wtedy laryngolog ogląda ucho.

A jak borelioza? To akurat leczyć jak boreliozę z każdym punktem wyjścia (i tak antybiotyk ogólnie i tak, gdzie się zwierzątko nie wbije).

Astrall ʕ•ᴥ•ʔ pisze...

Dzięki wielkie uratowałaś mi ucho :)

Anonimowy pisze...

Hej mam pytanie moja koleżanka nosi 6 miesięcy robaka w uchu nieżywego oczywiście a boi się go wyjąć ponieważ miała przykre doświadczenia z laryngologiem.Próbuje ją przekonać żeby spróbowała ale bezskutecznie.Może jej się coś stać z uchem? Czy raczej może on zostać?

Lila pisze...

Przepraszam, że poddaję w wątpliwość, ale skąd wiadomo, że ona nosi w uchu robaka? Wystaje pupka? (Wtedy można złapać pęsetką, jeśli jest w zasięgu wzroku, tylko uważać, by nie wepchnąć głębiej).
Bo może on już dawno sobie poszedł sam, albo wypłynął po basenie albo myciu głowy?

Unknown pisze...

Nie bo już była próba wyjęcia ale jeden lekarz wepchnoł go dalej no i z tego co wiem to mówiła że najpierw go zabił a potem zamiast wyjąć to wepchnoł. Pewnie nie zrobił tego specjalnie. Ale czy może jej się coś stać np.jeśli już ten robak nie żyje to co z jej uchem?

Liliana Trzpil pisze...

W sumie suchy trupek owada w uchu leży sobie jako śmieć, podobnie jak trochę kurzu z powietrza. Może wypłukać się przy pływaniu czy myciu głowy. Tak, że jak nie ma jakiś dolegliwości, i laryngolog oglądał, to ja bym się nie martwiła.

Trudno mi uwierzyć, żeby laryngolog wepchnął owada, i nie wyjął. Można przecież takiego trupka po prostu wypłukać, nawet jak narzędziem nie sięga. Standardowo lekarz wyjmuje ciało obce z ucha, nie zostawia. Koleżanka nie przesadza trochę?